niedziela, 21 marca 2010

Witamy w domu

14 wrzesień 1981
Jak w każdy poniedziałek idę do pracy, tyle, że tego dnia bardzo radosny. Mogę się wszystkim pochwalić Tobą. Załatwiam niezbędne sprawy służbowe. W sklepie przyzakładowym wykupuję resztę kartkowego przydziału za sierpień (wcześniej nie udało się wykupić, bo nie było pokrycia w towarze na kartkowe przydziały). Na 12:00 jadę do mamy do szpitala. Zmęczona bardziej niż wczoraj, ale szczęśliwa opowiada mi o Tobie. Ma Ciebie przy sobie. Dziękuję jej po raz kolejny za Ciebie. Rozmowę na szpitalnym korytarzu przerywa Piotr, który odsyła mamę do Ciebie., bo leżałeś sam w pokoju. Mnie nie pozwolił bym Ciebie obejrzał.
W domu opowiadam chłopakom o Tobie. Wspólnie sprzątamy dom na Twoje przybycie. Kuba szykuje łóżeczko do odmalowania. To to samo ciemne modrzewiowe z lipowymi jasnymi szczebelkami, które własnoręcznie zrobiłem dla Pawła.

15 wrzesień 1981
Od drugiej w nocy nie mogę spać. To pewno z wrażenia, że mam dzisiaj odebrać mamę z Tobą ze szpitala. W nocy porządkuję na błysk dom, trochę czytam i uzupełniam tę kronikę. Pawła rano wysyłam do szkoły, a Kubę do sklepu po mleko. Sklep otwierają o 7:00 a o 7:15 już mleka nie dostał - zabrakło. Trudno będzie mama musiała pić herbatę. Po śniadaniu Kuba spieszy się z malowaniem lakierem nitro łóżeczka. Musi wyschnąć na powietrzu, by Tobie nie śmierdziało i nie podtruwało Ciebie, by nie powtórzyło się zatrucie, jakiemu mama uległa, będąc w ciąży z Pawłem, gdy w przedszkolu malowała lakierem nitro prace dzieciaczków.
O 10:40 jesteśmy z Kubą w szpitalu przed położnictwem. Niestety nawet znajomości nic nie znaczą i najwcześniej mogą nam wydać mamę z Tobą dopiero o 12:00. Kuba ściska zawiniątko z becikiem i niecierpliwi się tym oczekiwaniem. Oboje zastanawiamy się jaki też będziesz. Wreszcie wynoszą Ciebie opatulonego w becik. Mama idzie na własnych nogach, ale jest bardzo osłabiona. Z obejrzeniem Ciebie musimy poczekać do przyjazdu do domu.
W szpitalu odbieram taki oto wypis:



Dostaję też zwolnienie z pracy na opiekę nad mamą i Tobą na dziewięć dni.
Na odchodne dali Tobie jeszcze szczepienie przeciw gruźlicy. Twoja babcia Ula zmarła tuż po wojnie na gruźlicę, która wtedy była bardzo groźną chorobą. Pobierają Ci też krew z nóżki na badanie fenyloketonurii.
Dostajesz książeczkę zdrowia w której wpisano:
waga przy urodzeniu 3980g
obwód głowy 36 cm
obwód klatki piersiowej 35 cm
wymiar si 36 cm
waga przy opuszczeniu szpitala 3700 g
Dostaję też specjalną kartę zaopatrzenia na zakup mleka w proszku. Jeszcze rok temu można było kupić mleko w proszku bez żadnych ograniczeń. Teraz przydział na niemowlaka przysługuje do osiągnięcia roczku w ilości 2,5 kg proszku mlecznego na miesiąc.
Do domu jedziemy równie ostrożnie jak trzy dni temu do porodu. W domu wielkie święto za przyczyną Pawła. Przynosi mamie bukiet cudnych kwiatów. Jesteśmy z mamą tym jego gestem wzruszeni. Nikt mu nie mówił, by tak uczynić. Cieszymy się wszyscy Tobą. Cała rodzina w komplecie, co za radość!
Po południu pierwsze odwiedziny państwa Piątkowskich z Anią i 2 letnim Isiem (od lat na stałe mieszkają w Niemczech - dopisek po latach). Ich pięć róż nie umywa się do Pawłowego bukietu. Kolejne niespodziewane odwiedziny wujka Tomka z Arturem i Agnieszką.
Mamę bolą piersi, denerwuje się, że nie będzie miała pokarmu dla Ciebie, byle ich nie przeziębiła. Jesteś trzecim dzieckiem i jakieś doświadczenie ma w tej materii. Na noc pupkę myjemy Ci oliwką. ostatnie karmienie o 24:00 i proszę spać do rana.

sobota, 20 marca 2010

Listy ze szpitala

13 wrzesień 1981 Twój pierwszy świąteczny dzień - niedziela.

Z rana szykuję słoik twarożku, trzy jabłka i piszę tych kilka słów i jadę do Mamy do szpitala.



Piotr wpuszcza mnie i mamę do swojego prywatnego gabinetu. Na położnictwie nie ma odwiedzin, nie mam też szans, mimo znajomości, by Ciebie zobaczyć. W gabinecie jesteśmy z mamą sami, dziękujemy Bogu za Ciebie i sobie nawzajem. Zmęczona mama opowiada o Tobie, o Twoim porodzie o 15:00 godzinie. Szczegóły opisała z detalami w pierwszym liście ze szpitala.



Kuba został w domu zmartwiony, że nie mógł pojechać ze mną. Chciał Cię koniecznie zobaczyć, ale dzieci nawet na korytarz oddziałowy nie wpuszczają. Będzie się musiał zadowolić listem od mamy.



Po obiedzie goszczę Twoją prababcię Teresę, ciocię Elę wujka Bolesia, Macieja, Romka i Krzysia. Cała rodzina cieszy się z Twoich narodzin.

piątek, 19 marca 2010

Urodziny

3 wrzesień 1981
Już wszystko przygotowane na Twoje przyjcie na świat. Mama mówi, że jest spokojna, ale mnie się widzi, że jest coraz to bardziej podekscytowana. Ciuszki dla Ciebie wszystkie wyprane (mimo, że nowe) i ładnie przez mamę ułożone zajmują dwie dolne szafki pod biblioteką. Wyobraź sobie, że Twoi bracia wyprasowali wszystkie pieluszki.

4 wrzesień 1981
Cioci Basi i wujkowi Tomkowi urodził się Mateusz. Będziesz miał kuzyna rówieśnika.

5 wrzesień 1981
Z mamą i Kubą pojechaliśmy odwiedzić na porodówce na Lutyckiej ciocię Basię. Po porodzie czuje się dobrze, tak że jutro chyba wujek Piciu zwolni ją do domu. Kuba wrócił rozczarowany bo nie widział maleńkiego Mateusza.

6 wrzesień 1981
Całą rodziną pojechaliśmy na Polską. Mateusz jest duży, ale trudno się dopatrzeć podobieństwa do któregokolwiek z rodziców. Kuba głośno wyraża to co wszyscy czujemy. Nie możemy się doczekać chwili, kiedy wreszcie mama urodzi Ciebie. Rojbrujesz w maminym brzuszku mały bokserze tak mocno, że mamę aż skręca z bólu. Zapierając się głową, kopiesz nogami po żołądku albo po pęcherzu. Brzuch się mamie mocno opuścił, a nogi popuchły. Na nic zdają się moje masaże.

8 wrzesień 1981
Z rana dzwoni do mnie wujek Piciu i prosi bym przyjechał przed południem z mamą na wizytę. Ma dzisiaj dyżur na oddziale. Po badaniu stwierdza, że należy się spodziewać porodu za pięć dni. Mama szybko liczy i stwierdza że trzynasty wypada w niedzielę, a do tego to pechowa data , bo ona też się trzynastego rodziła.

11 wrzesień 1981
Dzisiejsza noc była niespokojna . Mama spała chyba tylko jedną godzinę, odczuwając już skurcze. Rano pytam ją czy czy po powrocie z pracy zostanę ją jeszcze w domu. Twierdzi, że tak! Zobaczymy? W pracy jestem cały czas niespokojny. Oby się wszystko dobrze i szczęśliwie ułożyło. Po powrocie do domu mama bardzo narzeka na bule podbrzusza. Z bazy po drugiej stronie A-2 ( najbliższy telefon 400 m od domu- na przydział numeru z Telekomunikacji Polskiej czekaliśmy dziesięć lat, pisząc co roku kolejne wnioski i będąc w komitecie organizacyjnym telekomunikacji Baranowa, komórek wtedy nie znano - dopisek po latach) dzwonię do szpitala do wujka Picia. Zaprasza nas na 18:00. Przedtem dokładnie myję w wannie mamę jak do porodu. Zabieramy ze sobą wszystkie niezbędne rzeczy do szpitala. Badanie ginekologiczne i nic. Wujek Piciu twierdzi, że mamę bolą opuszczone więzadła i umawia się z mamą na poród na następną niedzielę na 20 września (potem się przyznał, że miał pewność, że do najbliższej niedzieli 13 września mama Ciebie urodzi, ale nie chciał jej peszyć tą datą). Te opuszczone, a może naderwane wiązadła, to pewno wynik przesuwania dwa dni wcześniej, przez mamę 50 kg worka z ziarnem (chodowaliśmy wtedy na działce kury i króliki). Nie mogłem za tę nierozwagę nawet mamy zbesztać, bo mogło by to Tobie zaszkodzić. Uspokojeni wracamy do domu. W drzwiach wita nas Kuba, który w międzyczasie wrócił ze szkoły (chodził na drugą zmianę). Poinformowany przez Pawła, że mama pojechała Ciebie rodzić nie mógł zrozumieć, że mogliśmy wrócić bez Ciebie.

noc z 11/12 września 1981
Kolejna noc bezsenna. Tym razem czuwamy oboje. Dzieje się coś niedobrego, bo mama zaczyna krwawić. Nad ranem skurcze się nasilają. Są coraz to częstsze. Pojawiają się regularnie w odstępach 3 minutowych.

Dzień porodu 12 wrzesień 1981 roku.
O 7:00 rano idę do sklepu po mleko. Kupuję 18 litrów butelkowanego - świerzego mleka (tylko takie mleko było wtedy w handlu). W wolne soboty, a taka przypadła dzisiaj świeże mleko jest bez ograniczeń "kto pierwszy ten lepszy". Cztery litry zostawiam do gotowania, a pozostałe 14 litrów przelewam do garnków i odstawiam na kwaśne. Będzie na serek dla mamy i pośrednio dla Ciebie (białego sera nie można normalnie kupić).

O 8:00 odwożę mamę do szpitala. Jest spokojna, a Kubie przy pożegnaniu stają łzy w oczach. Na każdym przejeździe kolejowym skurcz. Przed przejazdem na Golęcinie muszę stanąć na poboczu , by przeczekać skurcz. W szpitalu przyjmuje mamę położna. Stwierdza rozwarcie dwa centymetry i skurcze co dwie minuty. Nic tu po mnie (to nie były jeszcze czasy, gdy mężów dopuszczano nawet po takiej znajomości jaką ja miałem do porodu - dopisek po latach). Polecając Bogu dalszy bieg, zostawiam mamę na łasce lekarzy. A teraz ten sam czas opisany przez mamę

Około 8.00 wsiedliśmy w samochód, by dotrzeć na Lutycką do szpitala, w którym pracuje "wujek Picio". Na początku - jak zwykle sprawy proceduralne: mycie, strzyżenie, mierzenie ciśnienia, no i tradycyjnie wywiad na temat chorób genetycznych w rodzinie oraz zasięgnięcie informacji, kto i na jakie choroby chorował w rodzinie (np. odra, ospa wietrzna, szkarlatyna itp.). Ta cała procedura trwała dość długo. W każdym razie na tyle długo, że Jurek zdążył podjechać do "wujka Picia" i zawiadomoć go, że ja już jestem na porodówce. "Wujek" natychmiast przyjechał i stwierdził, że na 14.00 przyjedzie i "będziemy rodzić" (jakby to on rodził!!!!!). Słowa dotrzymał, ale jeszcze załatwił najlepszą położną, bo to podobno bardzo ważne. Zresztą sama się o tym przekonała, ile znaczą serdeczne słowa kogoś, kto jest przy porodzie. Ja przy żadnym porodzie nie krzyczałam, nie wygrażałam Twemu ojcu, że już mu "więcej nie dam". Wiedziałam, że bez względu na to jak bardzo mnie będzie bolało i tak nikt za mnie nie urodzi. Mogłam się tylko cieszyć, że wydaję z siebie nowe - jakże wyczekane - życie.

Tak, jak o biecał, tak też zrobił. Punktualnie o 14.00 przyszedł na porodówkę, pogłaskał mnie po głowie i stwierdził: "no mała to do roboty". Jeszcze tylko się przebiorę w służbowe ciuchy i zaraz do ciebie przyjdę. Ten czas przebierania wydawał mi się wiecznością, ale chyba tak nie było!

Kilka parć i już główka wyskoczyła, następnych kilka i wyszły barki, a później poczułam, że coś mi na udzie pulsuje. Zapytałam czy to pępowina, na co dostałam twierdzącą odpowiedź. Gdy mi Cię pokazali, byłeś cały umazany krwią, ale stwierdziłam, że jesteś ładny (chyba każda matka tak myśli o swoim dzieciątku, choćby było najbrzydsze). Później było już mierzenie i ważenie Ciebie, po czym zniknąłeś gdzieś w szpitalnych czeluściach zaobrączkowany taką oto bransoletką. Oprócz moich danych i daty Twojego porodu widnieje na niej jeszcze dokładna godzina Twojego przyjścia na świat 15:00. To godzina Bożego Miłosierdzia. Jezu Ufam Tobie, miej miłosierdzie nad tym dzieckiem, modliłam się tego dnia obolała ale szczęśliwa.


Mnie przeniesiono na oddział poporodowy (ponieważ poród był w ocenie załogi porodówki lekki), - szłam pieszo. Następnego dnia wczesnym rankiem (niedziela) przynieśli mi Ciebie do pierwszego karmienia. Oczywiście musiałam Cię dokładnie obejrzeć. Byłeś bardzo zimny i trząsłeś się. Ale o tym już dowiesz się z listu, jaki napisałam do Twojego tatusia. Posłuchaj jak ten dzień Twojego porodu spędził Twój ojciec:

Przez cały dzień z umówionym wcześniej murarzem układam papę na dachu, na naszym domu. Chłopacy - Twoi bracia pomagają palić ogień pod kotłem w którym podrzewamy lepik. Ciekawi wrażeń urzędują także na dachu pomagając mi w pracy.

Około 16:00 podjeżdża pod dom wujek Piciu z gratulacjami: "Masz trzeciego syna Łukasza" krzyczy do mnie stojącego na dachu domu. Obyś tylko wyrósł na dobrego człowieka, taka myśl krąży mi po głowie od momentu, gdy dotarła do mnie ta wiadomość.

Kuba lata jak opentany po całej ulicy i krzyczy: Mam brata, mam brata! Hurra!!!! Paweł był w tym czasie na Polskiej, gdy bezpośrednio po porodzie mama zadzwoniła do cioci Basi i wujka Tomka, by pochwalić się synem.
Zmęczony pracą, pełen wrażeń ale bardzo radosny zaznaczam w kalendarzu na czerwono datę Twoich urodzin. Żaden z naszych małych jeszcze chłopaków nie wierzy już, że dzieci rodzą się w kapuście lub, że bocian je przynosi (jak choćby ten czarny na kartce z kalendarza, którą Ci wkleiłem na pamiątkę). Daj Boże, by umieli gdy dorosną wyciągnąć z tego faktu budujące nauki. Tej nocy budzę się regularnie co dwie godziny, w odstępach jak do karmienia, począwszy od północy.

czwartek, 18 marca 2010

Talitha kum

Długo wahaliśmy się, w który blog wpisać dzisiejszy list ks. Tymoteusza. O tym że znalazł się u Łukasza zadecydowały ostatecznie jego ostatnie słowa i tym razem nasz czarny jak zwykle do nich komentarz.
Kochani moi!
Jest już czwartek po IV niedzieli Wielkiego Postu.
A dziś to już nie żarty. Będę mówił o wskrzeszeniu umarłych. Byłem przy umierających. Byłem przy śmierci bliskich. Powszednim stał się dla mnie pogrzeb. Co ja bym zrobił , gdybym zobaczył, że umarły wstał?

Bóg jest Dawcą życia. Bóg je daje i zabiera (w przypadku Łukasza też), ale może je przywrócić. Pan Jezus przywracał życie umarłym - wskrzeszał ich. Przytoczę trzy cudy wskrzeszenia.

Pierwszy: wskrzeszenie córki Jaira. Przystąpił do Jezusa jeden z przełożonych synagogi imieniem Jair, upadł mu do nóg i prosił: Panie moja córka właśnie teraz kona. Przyjdź włóż na nią ręce, żeby wyzdrowiała. I poszedł Jezus z nim. Gdy jeszcze to mówił, podeszli ludzie i powiedzieli: Twoja córka już umarła. Po co jeszcze trudzisz Nauczyciela? Nie bój się, tylko wierz! Czemu tak zawodzicie i płaczecie? Przecież dziecko nie umarło, tylko śpi. A oni śmiali się z Niego. Jezus wszedł tam, gdzie dziecko było położone. Ujął je za rękę i powiedział: Talitha kum! Dziewczynko Tobie mówię wstań! Wstała i zaczęła chodzić . A ona miała już dwanaście lat. I polecił jej dać jeść. O Boże! Jakie to wszystko u Ciebie proste .

A drugie wskrzeszenie, to wskrzeszenie chłopca z Nain. Jezus szedł do miasteczka Nain. I kiedy zbliżył się do bramy miasta, wynoszono zmarłego, który był jedynym synem matki, a ta była wdową. Na ten widok Jezus wzruszył się do głębi i powiedział do niej: Nie płacz! Potem dotknąl mar. A ci co nieŚli stanęli. Jezus powiedział: Chłopcze rozkazuję ci wstań i chłopiec wstał i zaczął mówić, a Jezus oddał go matce. Wzruszające!. A dlaczego Pan Jezus się wzruszył? On też był jedynym Synem Matki, którą wszyscy uważali za wdową po Józefie. Takie to wszystko podobne!

Trzecie wskrzeszenie, to wielkie wskrzeszenie Łazarza. To długi opis, streszczam go: Maria zaś upadła do stóp Jezusa i powiedziała: Panie, gdybyś tu był nie umarłby mój brat? Choć zobacz. I Jezus zapłakał . Odsuńcie ten kamień! Panie, on już cuchnie! Przecież czwarty dzień jest w grobie. Jezus się modlił: Ojcze dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał... i zawołał głośno: Łazarzu, wyjdź z grobu! I wyszedł. A Jezus rozkazał: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić.

Wtedy nawet wielu Żydów uwierzyło w Jezusa. A inni postanowili Go zabić.
Jezu, Ty masz ludzkie serce, które umie płakać , umie cierpieć i moje cierpienie, moją radość i moją miłość też zrozumie.
Ja widziałam ludzi płaczących na pogrzebach. Tyle sierot utulałam. Pewno płakałam przy zmarłej mamie. Przecież miała dopiero 24 lata. Płakałam przy odchodzącym synu Łukaszu, a on miał tylko 20 lat. Płakałam pewnie z żału i chyba bez wiary że możesz ich wskrzesić.

Panie tylu ludzi choruje na duszy i na ciele, umiera
, umiera w nich wiara. Dlaczego wszystkich nie uzrowisz i nie wskrzesisz każdego z nich? Wiesz przecież, że nie chodzi mi o mnie samą.
Wystarczy! Wystarczy tych kilku abyście uwierzyli.
A gdy Ja sam zmartwychwstanę, to uwierzycie?

Tak, Panie Jezu wierzę, że Ty, że i Łukasz, i moja mama, i pozostali moi najbliżsi, i wszyscy zmartwychwstaniemy i ja też oczywiście, bo wierzę w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny. Amen!
Ps: kolejną wizytę u neurochirurga mam wyznaczoną na Wielki Poniedziałek.

Pieluchy

Dzisiaj mamy 22 sierpnia 1981 roku. Właśnie skończyłeś 8 miesięcy swojego życia płodowego. Jest to równoznaczne z upoważnieniem dla mamy na zakup 12 sztuk pieluszek z tetry dla Ciebie. Przed dwunastu laty, gdy Paweł był niemowlakiem, też były kłopoty z nabyciem gotowych pieluszek. Wtedy to mama kupiła tetrę z wałka, z metra. I poszyła pieluszki i było po kłopocie. Dzisiaj, co innego! O tetrze z metra - nie ma co marzyć. Przydziałowe, z rozdzielnika 12 szt pieluch na jedno niemowlę, oznacza nic innego jak ręczne pranie, kila razy na dzień. Pieluchy po braciach przez lata zużyły się na szmaty. Ty miałeś dostać "nówki". Dla sprawnego obsłużenia niemowlaka, przy założeniu prania raz na dobę we Frani (to taka pralka wirnikowa - która niekiedy darła pieluchy), potrzeba w okresie jesienno zimowym 40 sztuk pieluch. Pieluchy jednorazówki nie były wtedy jeszcze znane - dopisek po latach. Całe szczęście, że wujek Piciu z ciocią Anią przywieźli nam w prezencie dodatkowe 10 sztuk z zimowych wakacji, które spędzili w Czechosłowacji. Dodatkowe 12 sztuk udało się mamie dostać na drugą kartę zdrowia , wystawioną przez Przychodnię Rejonową w Poznaniu. Tak więc łącznie z zakupionymi na kartę zdrowia wystawioną przez wujka Picia, do którego na wizyty mama regularnie uczęszczała (w karcie wpisał tylko trzy wizyty: 1 kwietnia, 3 czerwca i 12 sierpnia) udało się mamie zdobyć 34 pieluchy z tetry. Reglamentowany zakup pieluch z jednej strony ostemplowywany był pieczątką sklepu na stronie tytułowej karty ciężarnej, a z drugiej strony, każdy sklep sprzedający pieluchy prowadził imienny rejestr matek, którym sprzedano ten towar. A więc całkowita totalna kontrola prowadząca do poniżania społeczeństwa, które rwało się do wolności. Dodatkowo, chodząc z wyraźnym brzuchem po sklepach z materiałami włókienniczymi udało się mamie wychodzić 20 m flaneli , z której uszyła 20 pieluszek i dwa prześcieradełka do łóżeczka.

środa, 17 marca 2010

Modlitwa Rodziny za Ciebie i za JP II po zamachu

Świętogórska Różo Duchowna, która swym wzrokiem wnikasz w tajniki serc, racz wejrzeć na naszą rodzinę. Ty wiesz najlepiej czego nam potrzeba . Matko Boga-Człowieka i Matko nasza wskaż sposób kształtowania życia łaski w rodzinie.
Przyozdabiaj nasz dom cnotami św. Rodziny z Nazaretu Niech będzie szkołą miłości, cierpliwości i męstwa oraz chrześcijańskich zasad życia . Matko św. Rodziny, wspieraj nas w potrzebach duszy i ciała.
Matko Boża Świętogórska - módl się za nami.
Już nie tylko my modlimy się o Twoje zdrowie słowami tej modlitwy rodziny, które znalazły się w "Kronice Łukasza" pod datą 18 maja 1981 roku.
Nadal jesteśmy w szoku po środowym zamachu na Ojca Świętego. Boże zachowaj go przy życiu. Matko Boska Fatimska nadal go ochraniaj , modlimy się my i modli się cała Polska.
Tak jak Ty budzisz się do życia, tak do życia w wolności budzi się solidarnie nasza ojczyzna. Tak jak dziecko, za namową demona, "lekarz" może zabić w łonie matki, tak naród można śmiertelnie ugodzić, likwidując mu duchowego przywódcę, jakim jest dla Polaków niewątpliwie nasz Papież Jan Paweł II. Szatańskie macki posłużyły się Turkiem zamachowcem, ale przyjdzie czas, że świat pozna całą prawdę i dowiemy się oficjalnie: Kto za tym stoi?
Mama zdążyła się już pochwalić Tobą siostrze Janinie z Gostynia od której dostała krótkie słówko. Jako, że liścik dotyczy także Ciebie wkleiłem go, na pamiątkę, do Twojej kroniki.


30 czerwiec 1981: Z dniem dzisiejszym mama kończy pracę w PZU. Praca ta była dla niej dużym wyzwaniem ale i umęczeniem. Jesteś już coraz większy i upominasz się o swoje. Idą wakacje. Robi się coraz cieplej i trudno mamie jeździć na cały dzień do pracy. Chłopacy mają już wakacje i mama chce je spędzić z nimi. Zamiast iść na zwolnienie lekarskie, a potem mieć zapewniony płatny urlop macierzyński i wychowawczy, definitywnie kończy z pracą zarobkową na etacie. Będąc świadoma, że po Twoim urodzeniu zajmie się Tobą, a nie będzie myślała o karierze urzędnika państwowego dała definitywne wymówienie. Zrezygnowała już teraz z dalszej kariery urzędnika państwowego, mimo, że po porodzie obiecano jej dobrze płatny stały etat Z-cy Naczelniczki Wydziału Szkód w Rolnictwie - w Poznańskim Oddziale PZU - dotychczas była p.o.
Paweł idzie do szpitala. Będzie miał robiony przeszczep kości. Mają mu pobrać kość spod kolana i wstawić w obojczyk. Dwa tata temu będąc z Kubą na koloni w Łowiczu odbił sobie w czasie zabaw na sali gimnastycznej kość obojczyka, która zaczęła mu się coraz bardziej psuć, tak że wymaga wymiany - wzmocnienia.

wtorek, 16 marca 2010

Masz IV m-ce - poczułem Twoje ruchy

Jest 19 kwiecień 1981 roku. Dzisiaj obchodzimy radosne święta Wielkanocne. Można powiedzieć, że razem z Tobą. Masz prawie cztery miesiące. Od kilku dni mama odczuwa Twoje ruchy.

Od początku kwietnia wprowadzono w Polsce, po raz pierwszy od zakończenia II Wojny Światowej, system kartkowy. Jesteśmy czwartym krajem na świecie, w którym 36 lat po wojnie obowiązują kartki.

To w czasie wojny Twoja babcia, a moja mama otrzymywała kartki, ale żeby teraz, w środku Europy, w kraju gdzie rolnictwo zdolne jest wykarmić nie 30 milionów a 100 milionów obywateli, sprowadzać takie restrykcje na społeczeństwo. Twojemu dziadkowi i nie tylko, nie chce się to pomieścić w głowie. Z ich wprowadzeniem rząd podobno czekał dwa miesiące, tak się teraz tłumaczy przed społeczeństwem.

Oto zdjęcia naszych pierwszych kartek. Każdy z nas dostał inną. Mama typ "C" dla kobiet w ciąży i karmiących piersią, ja pracowniczą typ "B", Paweł młodzieżową "F", a Kuba dziecięcą "RD".

Ich kupony - poodcinane i zamienione na towar, różniły się ilością i jakością mięsa, a dla dorosłych dodatkowo były papierosy i alkohol. Te ostatnie udawało mi się zwykle zamienić na coś do jedzenia. Na awersie kartki widniał stempel pracodawcy i sklepu mięsnego realizującego przydziały. Za towar należało oczywiście płacić.

Po dwóch dniach:
Jutro kończysz czwarty miesiąc życia. Jesteś taki jak na tym zdjęciu obok, skala 1:1.
Z mamą zrobiliśmy pierwsze zakupy z myślą o Tobie. Są to śpioszki, koszulki i kaftaniki. Mama ma ambicję byś wszystko miał nowe, a nie po starszych braciach lub kuzynach. Teraz, gdy stać nas na takie wydatki okazuje się, że aby coś kupić, to naprawdę potrzeba wielkiego szczęścia. Po prostu sklepy są opustoszałe z towaru.

Po dalszych trzech dniach. Sprawiłeś mi nie lada prezent imieninowy. Mogłem po raz pierwszy poczuć twoje ruchy, kładąc rękę na brzuszku mamy. Co za frajda. Ty figlarzu!