sobota, 27 marca 2010

Przyjaciel i lekarz

.

Wspominając z rozrzewnieniem trudy wspólnego porodu, który został właściwie zaprogramowany i przeprowadzony, zakończony przyjściem na świat czarnego łebka - Łukasza, życzę mu dużo zdrowia, pociechy z rodziców i pozostałych braci, oraz dużo szczęścia w tej długiej i żmudnej drodze życia na tym najwspanialszym ze światów.
Piotr J.

Tak brzmią słowa wpisane przez mojego (naszego) przyjaciela do Kroniki Łukasza w dniu 2 października 1981 roku. Gdy Piotr pisał te życzenia miał bez mała 40 lat i był w sile wieku, w pełnej sprawności fizycznej. Czy dzisiaj po prawie trzydziestu latach, mając siedemdziesiątkę na karku, i wielkie doświadczenie życiowe, też by ten świat nazwał najwspanialszym? A czy dla Łukasza ten świat był tak wspaniały? Te egzystencjalne, niełatwe pytania nachodzą mnie gdy dzisiaj przepisuję te słowa sprzed lat.

3 październik 1981
W prezencie od Ani i jeszcze nie mówiącego Adasia otrzymujesz w dwie koszulki i dwie bluzeczki. Przydadzą się gdy tylko nieco podrośniesz. Dzisiejszy sobotni zakup mleka (sprzedają bez kartek) przez naszą rodzinę to 41 (słownie czterdzieści jeden) litrów butelkowanego mleka. Dzisiaj spytacie po co tyle? Bo po pierwsze przez ostatnie dwa dni nie udało się nam kupić ani jednego litra, po drugie całość nastawiamy na kwaśne, gdy się skwasi zbieramy śmietanę, z której robimy masło, a po podgrzaniu skwaszonego mleka biały ser. Schłodzoną maślankę i serwatkę albo pijemy samą albo po dodaniu owoców robimy koktail. Nic się nie marnuje, a masło jest na kartki i go nie ma, nie mówiąc o białym serze czy twarożku.
Po południu odwiedza Cię Twoja przyszła matka chrzestna. Jest cudowna jesienna pogoda. Leżysz cały czas w wózeczku w ogrodzie. Przy Tobie figlują dwa kotki twoi rówieśnicy. Dzisiaj po raz pierwszy wypiłeś 10 g soczku z buraczka. W dzisiejszym praniu były 23 pieluszki, 4 śpioszki, 3 koszulki, 3 kaftaniki i 3 śliniaczki.

A to szczegółowa tabela twojego karmienia od 5 rano do 23:30 z podziałem na pierś prawą i lewą oraz humanę.

4 październik 1981 niedziela.
Dzisiaj po raz pierwszy, mając 3 tygodnie,jesteś na Mszy św. Całą rodziną jedziemy do kościoła, który mieści się w kaplicy cmentarnej na Jeżyckim cmentarzu. Jesteś bardzo grzeczny i nie przeszkadzasz nam w modlitwie. Po południu jedziemy na chrzciny do kuzyna Mateusza. Tym razem jesteś chyba głodny i płaczesz w czasie uroczystości. A może się niepokoisz, że to nie Twoje chrzciny, które masz zaplanowane na ostatnią niedzielę października. Uroczystość kończy się kawą i kolacją. Dziadziuś Ludwik wygląda na bardzo chorego, gdy mierzy temperaturę ma 38,5 stopni. Na koniec zwraca się do Ciebie ze słowami: "Wyrośniesz, doczekasz jeszcze wolnej Polski" . Prorocze słowa. Zaniepokojenie budzi w nas dzisiejsze ważenie, ważysz mniej niż wczoraj. Dlaczego? Dokarmiany jesteś humaną (kupowaną tylko za dolary w Peweksie). Każdy z tych naklejonych trójkątów wycięty został z jednego opakowania humany.

5 wrzesień 1981
Mama zrobiła się bardzo nerwowa. Martwi się o Ciebie, co udziela się Tobie. Pijesz coraz mniej i do tego popłakujesz w ciągu dnia. Dzisiaj po raz drugi dostałeś 2 x po 10 gram surowych buraczków. Wieczorne ważenie 4170 gram co daje średni przyrost dzienny w granicach 80-90 gram. Oznacza to, że z tego co wypijasz 87% wydalasz a 13% zamienia się w Twoje ciało.

piątek, 26 marca 2010

Kartki bez pokrycia

27 wrzesień 1981

Niedziela i napływ gości chcących zobaczyć 16 dniowego bobasa. Jako pierwsi składają wizytę całą czteroosobową rodziną Bączkiewiczowie. Dostajesz od nich taką oto laurkę z życzeniami.

Ledwo pożegnaliśmy państwa Michała i Gosię z czwórką małych dzieci ciekawych dzidziusia odwiedza nas Leszek z Mirką oraz 3 letnią Anią i siedmiomiesięcznym Dominikiem. W prezencie przynoszą 2 butelki oliwki i czapeczkę dziecięcą. Wieczorem składają wizytę dziadek Ludwik z babcią Gertrudą. Podobasz się wszystkim bo grzecznie śpisz , budząc się tylko na karmienie.
Mimo niedzieli mama nie czuła się jeszcze na siłach by pójść z nami do kościoła w Przeźmierowie. W ogłoszeniach ks. Szkopek podał że jutro będą rozdawane dary z zagranicy, dla każdego małego dziecka przewidziano 1 kg mleka w proszku. Przy brakach w zaopatrzeniu przyda się taka pomoc.

28 wrzesień 1981
Wreszcie robisz długo wyczekiwaną kupkę. Przed południem razem z Tobą składamy z mamą wizytę w szpitalu. Lekarz po obejrzeniu piersi mamy nie wyklucza amputacji, ale z decyzją uważa, że trzeba poczekać jeszcze dwa tygodnie. Koniec miesiąca odbieram w pracy pensję + opiekę nad Tobą i zasiłek drożyźniany. Razem będzie tego około 10 tysięcy.
Nie na dużo się te papierki zdadzą, bo w przyzakładowym sklepie mięsnym od dwóch tygodni nie ma mięsa. I co z tego, że rząd drukuje bez pokrycia kartki na mięso. Podobna sytuacja jest na mieście w innych sklepach. Na stanie po kilka godzin w kolejkach bo może coś przywiozą mnie nie stać. Wolę nie jeść mięsa zastępując je warzywami z ogródka, ale cicho też nie będę. Wyraźnie zależy władzy na podgrzewaniu nastrojów. Do kroniki wpinam kilka niewykorzystanych kart zaopatrzenia. Mama wybrała w mieście używany (komisowy) wózek dla Ciebie za jedyne (aż) 1500 zł. Jest jak nówka. W naszym sklepie w Baranowie dostajemy dla osłody kartkowe cukierki czekoladowe. Na Ciebie też.

29 wrzesień 1981
Przez cały dzień nie licząc na przerwy w karmieniu Ciebie sprzątamy z mamą dwa dolne pokoje i pralnię szykując te pomieszczenia na wynajem od 1 października dla studentów.

30 wrzesień 1981
Od rana pojechałem z Kubą na grzyby. Przywieźliśmy koszyk, jak od ziemniaków i dwie kobiałki. Jest ładna pogoda i spędzasz cały dzień w wózku na dworze. Paweł z Kubą co rusz doglądają Ciebie. W poczcie znalazła się kartka z życzeniami od cioci Eli.

1 pażdziernik 1981
Od rana prasuję wczorajsze pranie : 24 pieluszki, 5 koszulek, 3 kaftaniki, 4 śpioszki, 2 pokrycia na kocyk, 3 śliniaczki, 1 majtki.

Wklejam do kroniki komunikat o kartkach dla niemowlaków. Przytoczę z niego dwa zdania: Dzieci grupy zerowe, czyli w wieku do 11 miesięcy i 29 dni otrzymać mają od 1 listopada jednolite kartki (czyżby poprzednio były niejednolite, to znaczy jakie?). Uprawniać one będą do kupna 1 kilograma kaszki manny, 2,5 kg mleka w proszku, 2 kg cukru, 900 g proszku do prania "Cypisek" opakowania oliwki na dwa miesiące, 2 kawałków mydła "Bambino" lub "Kajtek" i 100 g. waty. Tym systemem zaopatrzenia zostaną zlikwidowane wszystkie abonamenty i sprzedaż na podstawie książeczek zdrowia dziecka. Zauważ komunikat o kartkach, które od dzisiaj obowiązują ukazuje się w prasie dopiero w zasadzie po czasie. Tak postępuje arogancka w stosunku do społeczeństwa władza. To utwierdzało podział w narodzie na "MY" i "ONI"

czwartek, 25 marca 2010

Moje rączki

23 wrzesień 1981
Dzisiaj skończyłeś 12 dni i ważysz 3660 gram. To dobry znak, zaczynasz przybierać nieco na wadze. Od najniższej wagi 3600 (w szóstym dniu życia) zaczynasz powoli, ale systematycznie przybierać. Przez sześć kolejnych dni 60 gram. Ciekawe kiedy dojdziesz do wagi urodzeniowej 3980? Rozpocząłem prowadzenie wykresu obrazującego przyrosty Twojej wagi. U lekarza w przychodni dostałem jeszcze dwa dni opieki nad mamą i Tobą. To wszystko na co zezwalają przepisy.

Zrobiłem Ci odciski Twoich dłoni i nóżek. Posmarowałem je oliwką, a Ty kładłeś je na kartce papieru zostawiając tłuste ślady, które obrysowałem. Oto one.

24 wrzesień 1981
Kolejną noc mieliśmy z pobudką o 3:30. Budzisz się regularnie na posiłek co 3,5 godz.. Potem pół godziny płaczu. Żal nam Ciebie, serca nam się kroją, ale kończymy na przewinięciu.
Po rannym karmieniu o 6:00 Paweł bierze Ciebie do swojego łóżka. Do 10:00 leżysz u niego spokojnie. Nie myślałem, że chłopak - 12 latek, może być tak bardzo opiekuńczy. Z twarzy stajesz się coraz bardziej podobny do niego. Z miasta wracam z Twoim aktem urodzenia i kwiatami dla mamy. Zdaje się, że popełniłem nietakt w stosunku do mamy, nie sprawiając jej prezentu, jakiegoś namacalnego dowodu szacunku dla jej kolejnego macierzyństwa. Dziękować to dziękowałem, ale to za mało. Wydawało mi się, że wystarczy moja wielka radość z tego, że się urodziłeś zdrowy, że mama szczęśliwa dochodzi szybko do siebie. Pamiętaj, nie wystarczą same uczucia, należy je jeszcze podeprzeć zewnętrznymi, materialnymi dowodami pamięci.
Przy kąpieli robię Tobie slajdy: z Pawłem, na wadze i w czasie przewijania.

Po południu odwiedza nas wujek Piotr. Przyjechał, po szpitalnym dyżurze, strasznie głodny. Mówi, że nic nie jadł od 8:00 do 18:00. Stwierdza, że podany obiad był dla niego najlepszą nagrodą za trudy, jakich doświadczył przy Twoim urodzeniu. Na noc przygotowuję magnetofon by nagrać Twój płacz. Dostaliśmy pierwsze życzenia od przyjaciół z racji Twoich urodzin.



25 wrzesień 1981
Dzisiejszą noc przespałeś pierwszy raz do piątej rano. Nagrany na taśmę płacz kończy się odgłosami jakie wydajesz przy łykaniu pokarmu (czy ktoś z czytających mógłby mi pomóc w zamienieniu głosu z taśmy na taki zapis, aby go można dołączyć do bloga ?). Mając w ręce akt urodzenia mogłem odebrać kartki z przydziałem na Ciebie. Podane niżej normy to normy na jeden miesiąc:
- proszek do prania pieluch "Cypisek" - 900 g (tylko niemowlaki)
- ryż 0,25kg (tak jak bracia i rodzice)
- mąka 1 kg (tak jak bracia i rodzice)
- kaszka lub kasza lub płatki owsiane 0,7 kg (tak jak bracia i rodzice)
- cukier 1,5 kg (tak jak bracia i mama gdy była w ciąży, dorośli dostają 1 kg)
- cukierki zwykłe lub herbatniki 300g ( tak jak wszyscy)
- cukierki czekoladowe 300 g (tak jak wszyscy)
Paweł podje Ci któreś z kolei karmienie. Jest z tego powodu cały "dumny i blady" . Podziwiamy z mamą jego troskliwość w stosunku do Twojej osoby.Kolejny dzień nie robisz kupki.

26 wrzesień 1981
Takiej nocy jeszcze nie było od 3:15 do 5:00 dajesz koncert, pochlipując, chwilami podnosisz głos i wręcz krzyczysz w niebogłosy. Mama skonana całym dniem mimo wszystko śpi a ja odbieram Ciebie na swoje bębenki. O 5:00 rano nie wytrzymuję i budzę mamę na karmienie. Drugie karmienie całe zwracasz. Po 40 godzinach decydujemy się zrobić Tobie lewatywę. Stękasz i robisz co trzeba, a na wadze cofasz się dwa dni. Dzisiaj wolna sobota (jak na razie tylko jedna w miesiącu - dopisek po latach) chłopacy nie idą do szkoły. Po rannej kłótni o Ciebie, kto ma karmić? budują modele szybowców (takie zabawki można jeszcze dostać).

Dzisiejszy wpis zakończę zdjęciem z Twojej kroniki. To dwa wpisy z życzeniami naszych przyjaciół.
Pozwolisz, że po latach dam krótkie wyjaśnienie: Pierwszy wpis to wpis Marylki i Genka. Pogrzeb Genka z udziałem dzwonu Pojednanie opisałem na forum Koniczynka w maju ubiegłego roku. Za Marylkę, wdowę, dzisiejszą solenizantkę, tę która praktycznie przeżyła po chrześcijańsku przy mężu ostatnie jego dni i chwile życia (dzisiaj obchodzimy Dzień Świętości Życia) ofiarowaliśmy razem z Ewą nasze dzisiejsze ranne Komunie św.
Drugie życzenia to życzenia Gosi i Michała. Gdy się urodziłeś, byli na wakacjach w Baranowie i po obejrzeniu Ciebie wpisali się do kroniki. Po Twojej śmierci wybudowali się i są już od kilku lat stałymi mieszkańcami naszej wsi.

środa, 24 marca 2010

Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa

Spytał mnie wczoraj brat: Jerzy czy ten ks. Tymoteusz, to tak naprawdę pisze co dzień do was listy? Cóż mu miałem odpowiedzieć? Powiedziałem mu prawdę. Z niedowierzaniem pokiwał głową. I to ci tak Jerzy pasuje do każdego dnia? A pasuje, jak nie do Pojednania, to do Łukasza. Przecież połowa z tego co ks.Tymoteusz pisze to cytaty z Pisma Świętego. Bóg wie w swoim Słowie Borzym czego mi potrzeba. A komentarz nie dosyć, że jest zawsze na czasie i pisany niejako "pode mnie", to jeszcze dający szerokie pole do moich zamyśleń. Dzisiaj pójdę wobec tego na łatwiznę, i to nie tylko sobie ułatwię robotę ale i Ewie, która najczęściej przepisuje w wersji pierwotnej (kolorowej) każdy z listów ks. Tymoteusza zanim ja go na czarno nie pokanceruję.


Skoro już tyle było ułatwień, będzie jeszcze jedno: będą zdjęcia z oryginalnej Kroniki Łukasza
To Twoja wyprawka synu, kupiona, dostana, względnie pożyczona, na Twoje przyjście na świat.
Całość zestawiłem w trzech działach: ubiór, sprzęt i wyposażenie oraz żywność . Z boku powklejałem paragony, metki itp. Na końcu zamieściłem podsumowanie i krótką analizę porównawczą kosztów.




Dla zorientowania się w poziomie cen podaję:
1$ = 200 zł (kurs kantorowy)
minimalna płaca miesięczna 2400 zł = 12 $
moja płaca zasadnicza 5500 zł = 27,5 $
moje faktyczne średnio miesięczne dochody (płaca zasadnicza + premie+ zasiłki+nagrody) 12 000 zł = 60 $
Powyższe oznacza, że na zgromadzenie środków finansowych potrzebnych na taką wyprawkę jak wyżej potrzeba było szesnaście miesięcznych płac minimalnych, w moim przypadku wystarczały 2,5 miesięczne moje ówczesne dochody.
Koszt ubioru niemowlaka 18 623 zł , to bez mała połowa wszystkich wydatków 39 309 zł na malucha. Tu uwaga: 90% kosztów ubioru niemowlaka dało się zaoszczędzić - były to darowizny i pożyczki rzeczowe od znajomych i rodziny (ciuchy używane i niekiedy nowe).
Powyższe informacje podaję dla młodych decydujących się dzisiaj na potomka. Wniosek będzie pewno taki sam: Tak wówczas tak i dzisiaj młode małżeństwa szczególnie, te wielodzietne należy otoczyć szeroko rozumianą opieką zarówno ze strony państwa, kościoła jak i najbliższych rodziny i przyjaciół i znajomych, by im ulżyć finansowo i nie tylko.

Odsłuchałem tekst listu ks. Tymoteusza dwa razy w radio. Naniosłem na druk jak wyżej poprawki i stwierdziłem, że ten mówiony był o stokroć piękniejszy. Nie mogę się oprzeć, by go nie przepisać Łukaszowi w Narodowym Dniu Życia.

Kochani moi!
Dziś temat zamyślenia piękny jak dziecko.Dziecko to cud, miłość, dar, zadziwienie, a dla innych - nieszczęście, kara, a potem staje się zbrodnia, wyrzut sumienia. Boże Narodzenie i rzeź niewiniątek. No taki jest świat.
A ja czytam Ewangelię św. Mateusza: Przynoszono do Jezusa dzieci, żeby włożył na nie swe ręce i żeby się modlił nad nimi.A uczniowie surowo zabraniali (dlaczego?). Jezus powiedział: Dopuście dzieci i nie zabraniajcie im przychodzić do mnie. Do takich przecież należy Królestwo Niebieskie. Ich aniołowie oglądają oblicze Ojca w niebie. Jeśli ktoś nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko - nie wejdzie do niego . I tuląc je do siebie błogosławił im, kładąc na nie ręce. O Boże, Boże jakie to śliczne, jakie dziecięce, jakie cudowne (takie do mnie skierowane - dlaczego mi zabraniacie - piszę jak dziecko, poprawcie, zwróćcie uwagę, ale nie zabraniajcie)
A kiedy uczniowie spierali się o to , kto jest pobożniejszy, kto lepszy, kto pierwszy? Jezus przywołał dziecko, kazał mu stanąc obok siebie i powiedział : Jeśli nie staniecie się jak to dziecko, w ogóle nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego. A to zdanie przejmuje dreszczem. Lecz kto by zgorszył jedno z tych dzieci, które wierzą we Mnie, lepiej, żeby mu uwiązano kamień młyński u szyi i utopiono go w głębokościach morza. Biada światu dla zgorszenia!
O Boże , Boże. A świat ma dużo grzechów wobec dziecka. Nie wystarczy obchodzić Dzień Dziecka, a miłością do zwierzątek zagłuszać wyruty sumienia i płacz dzieci.
Ksiądz Wincenty a'Paulo, Jan Vianney, ks.Bosko, ks.Markiewicz,Edmund Bojanowski są nam wzorem w trosce o dziecko. To przecież nasze dziecko! Wszystkie dzieci nasze są śpiewa Pani ...
Ja też mówię: Moje Kochane Dzieciaki! Ale tylko mówię! Rodzice mi to darują, ale grzechów wobez dzieci mam wiele. Ale więcej jest jednak dobroci rodziców , nauczycieli, wychowawców, lekarzy, położnych , sióstr, wolontariuszy, więcej niż grzechów złych ludzi i gorszycieli. Dlatego ten świat jeszcze istnieje.
Gdyby człowiek mógł wrócić do szczęśliwego dzieciństwa, żebym się choć raz zachował w kościele tak jak dziecko, to bym powiedział księdzu na spowiedzi : Mów ile chcesz! Przecież ja to wszystko wiem! Ja wtulę się do serca mamy. Mów ile chcesz , ja się prześpię. Mój Boże, gdybym tak wierzył , gdybym tak ukochał, tak przylgnął, jak dziecko.

wtorek, 23 marca 2010

Najmłodszy prawnuk

Dzisiaj 19 września 1981 po raz drugi odwiedziła nas położna rejonowa. Z Tobą wszystko w porządku, gorzej jest z mamą . Położna uznała, że twarde guzy w maminych piersiach, to nie nabrzmiałe gruczoły mleczne, z powodu nie ściągnięcia przez Ciebie pokarmu, ale sprawa znacznie poważniejsza - rakowa. Nie mówi tego słowa, ale oboje z mamą wiemy o co chodzi. Tragedia. Po jej wyjściu mama wpada w spazmatyczny szloch. Przez łzy słyszę słowa: "Kto Ciebie skarbie wychowa? Nie dano mi się Tobą nacieszyć dłużej niż tydzień. Tyle nadziei wiązałam z Tobą i z tą ciążą. Teraz rozumiem jaką tragedię przeżywała moja mama chora na nieuleczalną gruźlicę, gdy ja byłam mała".
Natychmiast jadę z mamą i oczywiście z Tobą i dwunastoletnim Pawłem (do pomocy) do chirurga do szpitala na Lutycką. Przyjmuje nas ten sam doktor Marek Lipiński z Chirurgi "B",który ostatnio dwukrotnie wcześniej w 1978 (przed 3 laty) i w 1980 (przed rokiem) kroił mamie piersi, wyciągając z nich jakieś tam "tumory", podobno jeszcze nie złośliwe. Po badaniu stwierdził, że nie należy się denerwować, tylko ze spokojem karmić Ciebie. Te zgrubienia określił jako powiększone zrosty pooperacyjne, które się teraz uaktywniły ale to nie jest sprawa rakowa. Ten werdykt uspakaja nas wszystkich. Wracamy do domu. Dla mnie czas się pakować. Jutro jadę z Twoimi braćmi do Bilczewa do Twojej prababci Jadwigi, na jej dziewięćdziesięciolecie. Niestety ani Ty, ani Twój o osiem dni starszy kuzyn Mateusz, nie pojedziecie na tę wyjątkową uroczystość. To ponad 100 km w jedną stronę. Myślę, że jak trochę podrośniesz, to wybierzemy się do Bilczewa, do "korzeni", by pokazać Ci tę ziemię "skąd nasz ród" . Póki co zostaniesz w domu pod opieką mamy i cioci Eli. Jesteś najmłodszym już czternastym prawnukiem prababci Jadwigi. Z kolei twój brat Paweł jest najstarszym prawnukiem, ja najstarszym wnukiem, a Twój dziadek Lutek najstarszym zięciem Twojej prababci. Mamy się tam spotkać z całą rodziną.
A to zdjęcie pozostałych dwunastu prawnuków Twojej prababci Jadwigi.

Kilka słów objaśnień: dwaj najstarsi chłopacy to oczywiście Twoi bracia stojący za prababcią Paweł i Kuba trzymający Dominika M. Z lewej Agnieszka Z., a obok Ania M. Prababcia trzyma na kolanach w beciku Jacka K., a obok niej siedzi Marta K. Z prawej strony przy prababci siadł Artur Z, dalej Jasiu B. i Piotr B.

20 wrzesień 1981
Dzisiaj spędzasz dzień pod opieką cioci Eli i mamy. Po południu odwiedziła Cię przyszła matka chrzestna. Ciocia Marysia jest wg. relacji mamy zauroczona Tobą.

21 wrzesień 1981
Trzecie odwiedziny położnej są zwykłą formalnością. Mimo, że pijesz wszystko co tylko da się wysączyć z maminych piersi nic nie przybierasz na wadze. Cóż to jest 10 gram przez 3 dni. aktualnie ważysz 3630 gram.

poniedziałek, 22 marca 2010

Masz tydzień

Dzisiejszą noc przespałeś dobrze. Gorzej było z mamą, bóle piersi nie dawały jej spać. Pierś gorąca i powiększone gruczoły mleczne. Do tego dołączyła się nieodłączna towarzyszka - nerwica. Najpierw bała się o to byś się urodził żywy, potem naszły ją niczym nie podparte obawy czy odbierzemy Ciebie ze szpitala , a teraz martwi się o swoje bolące piersi. Udaje się nam zasnąć około czwartej nad ranem. O szóstej budzę mamę na karmienie . Pijesz intensywnie, ale wygląda na to, że mama ma mało pokarmu, a pierś robi się twarda.
Dziewięcioletni Kuba kupuje 5 chlebów i 30 bułek. Galopująca drożyzna przez miesiąc chleb zdrożał z 6 zł na 16 zł, a bułki z 80 gr. na 1,50 zł. Razem z Kubą kupujemy 5 litrów mleka. A wydzielali po 2 litry na osobę. Stojący za mną w kolejce sąsiad ujął się za mną mówiąc, że nie przyjdę z dwójką chłopaków by kupić 5 litrów mleka na co ktoś inny zrobił głupią uwagę, że nie trzeba było robić tyle dzieci.
W domu narobiłeś swoją osobą trochę rozgardiaszu. Mama jest nerwowa, że dom nieposprzątany.
Gdy wróciłem z zakupów z miasta, szukałem odciągacza do pokarmu i wziąłem się za sprzątanie przyszła pielęgniarka do Ciebie. Myje Cię w oliwce i pokazuje jak ściągać pokarm oraz daje mamie kilka cennych rad jak postępować z piersiami by nie bolały. Uspokojona mama robi sobie obkłady rozgrzewające ze spirytusu (rektyfikatu). I tu problem wódka jest od tego m-ca na kartki 0,5 l na dorosłego. Naszą kartkową wódkę wymieniliśmy na dwie czekolady dla chłopaków. Na dzisiaj mamy jeszcze trochę zapasu w apteczce, a jutro spróbuję coś załatwić. W Polsce się teraz nie kupuje a załatwia, płacąc oczywiście za wszystko. Z miesiąca na miesiąc coraz to wyższe ceny.
Dalsze karmienia odbywają się już regularnie co 3,5 godziny, począwszy od 6:00 rano a skończywszy na 23:30. Mama ściąga pokarm do butelki . Jest tego 20 max 25 gram. Resztę do 40 gram uzupełniamy "humaną" . W przerwach między posiłkami dostajesz herbatkę z rumianku lub wodę z cukrem.
Robisz się coraz ładniejszy. Skórkę masz różowiutką bez pleśniawek. Rączki zgrabne, ale paluszki za mamą. O 22:30 kładę się skonany spać,a na ostatnie karmienie podobno majaczę coś przez sen.
Kolejny dzień 17 wrzesień upływa pod znakiem karmienia i spania. Z rana z mamą przygotowujemy 11 butelek. W pięciu herbatka rumiankowa a w siedmiu humana. w pozostałe puste butelki mama będzie ściągała pokarm. Dzisiaj wypijasz już po 30 -40 gram za jednym razem W Poznaniu w Pewexie (sklepy w których było można kupić niedostępne na rynku towary pochodzenia zagranicznego tylko za dolary - dopisek po latach) udaje mi się kupić za 3 dolary rektyfikat. Oglądam też wózki dla Ciebie są nowe ale beznadziejne, a używane bardziej praktyczne można dostać za 500 - 1500 zł.
W Urzędzie Stanu Cywilnego nie chcą mi wydać Twojego aktu urodzenia bo mam tylko ozdobny dokument zawarcia związku małżeńskiego, a nie skrócony akt małżeństwa. Opierając się na treści tej ulotki udaje mi się w końcu załatwić dokument potwierdzający Twoje narodziny. Gotowy odpis odbieram po tygodniu
Po południu odwiedziny składa nam dziadek Ludwik. Jesteś jego ósmym wnukiem ( siódmym chłopakiem). Dane mu było jeszcze przed śmiercią (zmarł po dwóch latach - dopisek po latach) cieszyć się Tobą. Wieczorem zabieram chłopaków i jadę na Gwiaździstą złożyć życzenia urodzinowe Twojej prababci Teresie. Dzisiaj skończyła 83 lata. Rodzinie składam dwie propozycje dotyczące Twoich chrzestnych: 1. ciocia Marysia i Twój kuzyn Jacek , 2. ciocia Basia i kuzyn Piotr.
Po przyjeździe kąpiel oliwką i ważenie 3600 gram. A więc schudłeś 100 g od wyjścia ze szpitala.
Następnego dnia jest 18 wrzesień. Dzisiaj kończysz tydzień życia. Przedpołudnie upływa mi na szukaniu po stacjach benzynowych paliwa do naszej Syrenki. Dzisiaj po raz pierwszy pierzemy Twoje pieluchy. Pierze oczywiście pralka automatyczna, ale wiesza je w ogrodzie Kuba, a prasuje mama z moim udziałem. Dzisiaj pijesz regularnie po 50-55 gram. Jak zabraknie pokarmu z piersi ( mama ściąga go najpierw do butelki),to uzupełnia go "humaną". Śpisz prawie cały czas między posiłkami, z tego w południe 10 minut w słońcu przy otwartym oknie. Byle dalej utrzymała się taka pogoda.. Wieczorem kolejne odwiedziny Tym razem z Tobą na Gwiaździstej. Prababcia Teresa (zmarła po latach dopisek po latach) nie może się Tobą nacieszyć. Cały czas chce być z mamą w sypialni, gdzie leżysz spokojnie w łóżeczku.Wujkowi Bolesiowi, a także kuzynom Jackowi , Maciejowi i Romkowi podobasz się zwłaszcza przy przewijaniu.
Wieczorna Twoja waga 3620 g,a więc nieco przybrałeś. O 3:30 dałeś nam 10 minutowy koncert. Serce mi się kroiło gdyś się zanosił od płaczu. Nie można Cię od początku przyzwyczajać do złych nawyków i w nocy podkarmiać. Noc jest do spania, a nie do dodatkowego jedzenia.

niedziela, 21 marca 2010

Witamy w domu

14 wrzesień 1981
Jak w każdy poniedziałek idę do pracy, tyle, że tego dnia bardzo radosny. Mogę się wszystkim pochwalić Tobą. Załatwiam niezbędne sprawy służbowe. W sklepie przyzakładowym wykupuję resztę kartkowego przydziału za sierpień (wcześniej nie udało się wykupić, bo nie było pokrycia w towarze na kartkowe przydziały). Na 12:00 jadę do mamy do szpitala. Zmęczona bardziej niż wczoraj, ale szczęśliwa opowiada mi o Tobie. Ma Ciebie przy sobie. Dziękuję jej po raz kolejny za Ciebie. Rozmowę na szpitalnym korytarzu przerywa Piotr, który odsyła mamę do Ciebie., bo leżałeś sam w pokoju. Mnie nie pozwolił bym Ciebie obejrzał.
W domu opowiadam chłopakom o Tobie. Wspólnie sprzątamy dom na Twoje przybycie. Kuba szykuje łóżeczko do odmalowania. To to samo ciemne modrzewiowe z lipowymi jasnymi szczebelkami, które własnoręcznie zrobiłem dla Pawła.

15 wrzesień 1981
Od drugiej w nocy nie mogę spać. To pewno z wrażenia, że mam dzisiaj odebrać mamę z Tobą ze szpitala. W nocy porządkuję na błysk dom, trochę czytam i uzupełniam tę kronikę. Pawła rano wysyłam do szkoły, a Kubę do sklepu po mleko. Sklep otwierają o 7:00 a o 7:15 już mleka nie dostał - zabrakło. Trudno będzie mama musiała pić herbatę. Po śniadaniu Kuba spieszy się z malowaniem lakierem nitro łóżeczka. Musi wyschnąć na powietrzu, by Tobie nie śmierdziało i nie podtruwało Ciebie, by nie powtórzyło się zatrucie, jakiemu mama uległa, będąc w ciąży z Pawłem, gdy w przedszkolu malowała lakierem nitro prace dzieciaczków.
O 10:40 jesteśmy z Kubą w szpitalu przed położnictwem. Niestety nawet znajomości nic nie znaczą i najwcześniej mogą nam wydać mamę z Tobą dopiero o 12:00. Kuba ściska zawiniątko z becikiem i niecierpliwi się tym oczekiwaniem. Oboje zastanawiamy się jaki też będziesz. Wreszcie wynoszą Ciebie opatulonego w becik. Mama idzie na własnych nogach, ale jest bardzo osłabiona. Z obejrzeniem Ciebie musimy poczekać do przyjazdu do domu.
W szpitalu odbieram taki oto wypis:



Dostaję też zwolnienie z pracy na opiekę nad mamą i Tobą na dziewięć dni.
Na odchodne dali Tobie jeszcze szczepienie przeciw gruźlicy. Twoja babcia Ula zmarła tuż po wojnie na gruźlicę, która wtedy była bardzo groźną chorobą. Pobierają Ci też krew z nóżki na badanie fenyloketonurii.
Dostajesz książeczkę zdrowia w której wpisano:
waga przy urodzeniu 3980g
obwód głowy 36 cm
obwód klatki piersiowej 35 cm
wymiar si 36 cm
waga przy opuszczeniu szpitala 3700 g
Dostaję też specjalną kartę zaopatrzenia na zakup mleka w proszku. Jeszcze rok temu można było kupić mleko w proszku bez żadnych ograniczeń. Teraz przydział na niemowlaka przysługuje do osiągnięcia roczku w ilości 2,5 kg proszku mlecznego na miesiąc.
Do domu jedziemy równie ostrożnie jak trzy dni temu do porodu. W domu wielkie święto za przyczyną Pawła. Przynosi mamie bukiet cudnych kwiatów. Jesteśmy z mamą tym jego gestem wzruszeni. Nikt mu nie mówił, by tak uczynić. Cieszymy się wszyscy Tobą. Cała rodzina w komplecie, co za radość!
Po południu pierwsze odwiedziny państwa Piątkowskich z Anią i 2 letnim Isiem (od lat na stałe mieszkają w Niemczech - dopisek po latach). Ich pięć róż nie umywa się do Pawłowego bukietu. Kolejne niespodziewane odwiedziny wujka Tomka z Arturem i Agnieszką.
Mamę bolą piersi, denerwuje się, że nie będzie miała pokarmu dla Ciebie, byle ich nie przeziębiła. Jesteś trzecim dzieckiem i jakieś doświadczenie ma w tej materii. Na noc pupkę myjemy Ci oliwką. ostatnie karmienie o 24:00 i proszę spać do rana.

sobota, 20 marca 2010

Listy ze szpitala

13 wrzesień 1981 Twój pierwszy świąteczny dzień - niedziela.

Z rana szykuję słoik twarożku, trzy jabłka i piszę tych kilka słów i jadę do Mamy do szpitala.



Piotr wpuszcza mnie i mamę do swojego prywatnego gabinetu. Na położnictwie nie ma odwiedzin, nie mam też szans, mimo znajomości, by Ciebie zobaczyć. W gabinecie jesteśmy z mamą sami, dziękujemy Bogu za Ciebie i sobie nawzajem. Zmęczona mama opowiada o Tobie, o Twoim porodzie o 15:00 godzinie. Szczegóły opisała z detalami w pierwszym liście ze szpitala.



Kuba został w domu zmartwiony, że nie mógł pojechać ze mną. Chciał Cię koniecznie zobaczyć, ale dzieci nawet na korytarz oddziałowy nie wpuszczają. Będzie się musiał zadowolić listem od mamy.



Po obiedzie goszczę Twoją prababcię Teresę, ciocię Elę wujka Bolesia, Macieja, Romka i Krzysia. Cała rodzina cieszy się z Twoich narodzin.

piątek, 19 marca 2010

Urodziny

3 wrzesień 1981
Już wszystko przygotowane na Twoje przyjcie na świat. Mama mówi, że jest spokojna, ale mnie się widzi, że jest coraz to bardziej podekscytowana. Ciuszki dla Ciebie wszystkie wyprane (mimo, że nowe) i ładnie przez mamę ułożone zajmują dwie dolne szafki pod biblioteką. Wyobraź sobie, że Twoi bracia wyprasowali wszystkie pieluszki.

4 wrzesień 1981
Cioci Basi i wujkowi Tomkowi urodził się Mateusz. Będziesz miał kuzyna rówieśnika.

5 wrzesień 1981
Z mamą i Kubą pojechaliśmy odwiedzić na porodówce na Lutyckiej ciocię Basię. Po porodzie czuje się dobrze, tak że jutro chyba wujek Piciu zwolni ją do domu. Kuba wrócił rozczarowany bo nie widział maleńkiego Mateusza.

6 wrzesień 1981
Całą rodziną pojechaliśmy na Polską. Mateusz jest duży, ale trudno się dopatrzeć podobieństwa do któregokolwiek z rodziców. Kuba głośno wyraża to co wszyscy czujemy. Nie możemy się doczekać chwili, kiedy wreszcie mama urodzi Ciebie. Rojbrujesz w maminym brzuszku mały bokserze tak mocno, że mamę aż skręca z bólu. Zapierając się głową, kopiesz nogami po żołądku albo po pęcherzu. Brzuch się mamie mocno opuścił, a nogi popuchły. Na nic zdają się moje masaże.

8 wrzesień 1981
Z rana dzwoni do mnie wujek Piciu i prosi bym przyjechał przed południem z mamą na wizytę. Ma dzisiaj dyżur na oddziale. Po badaniu stwierdza, że należy się spodziewać porodu za pięć dni. Mama szybko liczy i stwierdza że trzynasty wypada w niedzielę, a do tego to pechowa data , bo ona też się trzynastego rodziła.

11 wrzesień 1981
Dzisiejsza noc była niespokojna . Mama spała chyba tylko jedną godzinę, odczuwając już skurcze. Rano pytam ją czy czy po powrocie z pracy zostanę ją jeszcze w domu. Twierdzi, że tak! Zobaczymy? W pracy jestem cały czas niespokojny. Oby się wszystko dobrze i szczęśliwie ułożyło. Po powrocie do domu mama bardzo narzeka na bule podbrzusza. Z bazy po drugiej stronie A-2 ( najbliższy telefon 400 m od domu- na przydział numeru z Telekomunikacji Polskiej czekaliśmy dziesięć lat, pisząc co roku kolejne wnioski i będąc w komitecie organizacyjnym telekomunikacji Baranowa, komórek wtedy nie znano - dopisek po latach) dzwonię do szpitala do wujka Picia. Zaprasza nas na 18:00. Przedtem dokładnie myję w wannie mamę jak do porodu. Zabieramy ze sobą wszystkie niezbędne rzeczy do szpitala. Badanie ginekologiczne i nic. Wujek Piciu twierdzi, że mamę bolą opuszczone więzadła i umawia się z mamą na poród na następną niedzielę na 20 września (potem się przyznał, że miał pewność, że do najbliższej niedzieli 13 września mama Ciebie urodzi, ale nie chciał jej peszyć tą datą). Te opuszczone, a może naderwane wiązadła, to pewno wynik przesuwania dwa dni wcześniej, przez mamę 50 kg worka z ziarnem (chodowaliśmy wtedy na działce kury i króliki). Nie mogłem za tę nierozwagę nawet mamy zbesztać, bo mogło by to Tobie zaszkodzić. Uspokojeni wracamy do domu. W drzwiach wita nas Kuba, który w międzyczasie wrócił ze szkoły (chodził na drugą zmianę). Poinformowany przez Pawła, że mama pojechała Ciebie rodzić nie mógł zrozumieć, że mogliśmy wrócić bez Ciebie.

noc z 11/12 września 1981
Kolejna noc bezsenna. Tym razem czuwamy oboje. Dzieje się coś niedobrego, bo mama zaczyna krwawić. Nad ranem skurcze się nasilają. Są coraz to częstsze. Pojawiają się regularnie w odstępach 3 minutowych.

Dzień porodu 12 wrzesień 1981 roku.
O 7:00 rano idę do sklepu po mleko. Kupuję 18 litrów butelkowanego - świerzego mleka (tylko takie mleko było wtedy w handlu). W wolne soboty, a taka przypadła dzisiaj świeże mleko jest bez ograniczeń "kto pierwszy ten lepszy". Cztery litry zostawiam do gotowania, a pozostałe 14 litrów przelewam do garnków i odstawiam na kwaśne. Będzie na serek dla mamy i pośrednio dla Ciebie (białego sera nie można normalnie kupić).

O 8:00 odwożę mamę do szpitala. Jest spokojna, a Kubie przy pożegnaniu stają łzy w oczach. Na każdym przejeździe kolejowym skurcz. Przed przejazdem na Golęcinie muszę stanąć na poboczu , by przeczekać skurcz. W szpitalu przyjmuje mamę położna. Stwierdza rozwarcie dwa centymetry i skurcze co dwie minuty. Nic tu po mnie (to nie były jeszcze czasy, gdy mężów dopuszczano nawet po takiej znajomości jaką ja miałem do porodu - dopisek po latach). Polecając Bogu dalszy bieg, zostawiam mamę na łasce lekarzy. A teraz ten sam czas opisany przez mamę

Około 8.00 wsiedliśmy w samochód, by dotrzeć na Lutycką do szpitala, w którym pracuje "wujek Picio". Na początku - jak zwykle sprawy proceduralne: mycie, strzyżenie, mierzenie ciśnienia, no i tradycyjnie wywiad na temat chorób genetycznych w rodzinie oraz zasięgnięcie informacji, kto i na jakie choroby chorował w rodzinie (np. odra, ospa wietrzna, szkarlatyna itp.). Ta cała procedura trwała dość długo. W każdym razie na tyle długo, że Jurek zdążył podjechać do "wujka Picia" i zawiadomoć go, że ja już jestem na porodówce. "Wujek" natychmiast przyjechał i stwierdził, że na 14.00 przyjedzie i "będziemy rodzić" (jakby to on rodził!!!!!). Słowa dotrzymał, ale jeszcze załatwił najlepszą położną, bo to podobno bardzo ważne. Zresztą sama się o tym przekonała, ile znaczą serdeczne słowa kogoś, kto jest przy porodzie. Ja przy żadnym porodzie nie krzyczałam, nie wygrażałam Twemu ojcu, że już mu "więcej nie dam". Wiedziałam, że bez względu na to jak bardzo mnie będzie bolało i tak nikt za mnie nie urodzi. Mogłam się tylko cieszyć, że wydaję z siebie nowe - jakże wyczekane - życie.

Tak, jak o biecał, tak też zrobił. Punktualnie o 14.00 przyszedł na porodówkę, pogłaskał mnie po głowie i stwierdził: "no mała to do roboty". Jeszcze tylko się przebiorę w służbowe ciuchy i zaraz do ciebie przyjdę. Ten czas przebierania wydawał mi się wiecznością, ale chyba tak nie było!

Kilka parć i już główka wyskoczyła, następnych kilka i wyszły barki, a później poczułam, że coś mi na udzie pulsuje. Zapytałam czy to pępowina, na co dostałam twierdzącą odpowiedź. Gdy mi Cię pokazali, byłeś cały umazany krwią, ale stwierdziłam, że jesteś ładny (chyba każda matka tak myśli o swoim dzieciątku, choćby było najbrzydsze). Później było już mierzenie i ważenie Ciebie, po czym zniknąłeś gdzieś w szpitalnych czeluściach zaobrączkowany taką oto bransoletką. Oprócz moich danych i daty Twojego porodu widnieje na niej jeszcze dokładna godzina Twojego przyjścia na świat 15:00. To godzina Bożego Miłosierdzia. Jezu Ufam Tobie, miej miłosierdzie nad tym dzieckiem, modliłam się tego dnia obolała ale szczęśliwa.


Mnie przeniesiono na oddział poporodowy (ponieważ poród był w ocenie załogi porodówki lekki), - szłam pieszo. Następnego dnia wczesnym rankiem (niedziela) przynieśli mi Ciebie do pierwszego karmienia. Oczywiście musiałam Cię dokładnie obejrzeć. Byłeś bardzo zimny i trząsłeś się. Ale o tym już dowiesz się z listu, jaki napisałam do Twojego tatusia. Posłuchaj jak ten dzień Twojego porodu spędził Twój ojciec:

Przez cały dzień z umówionym wcześniej murarzem układam papę na dachu, na naszym domu. Chłopacy - Twoi bracia pomagają palić ogień pod kotłem w którym podrzewamy lepik. Ciekawi wrażeń urzędują także na dachu pomagając mi w pracy.

Około 16:00 podjeżdża pod dom wujek Piciu z gratulacjami: "Masz trzeciego syna Łukasza" krzyczy do mnie stojącego na dachu domu. Obyś tylko wyrósł na dobrego człowieka, taka myśl krąży mi po głowie od momentu, gdy dotarła do mnie ta wiadomość.

Kuba lata jak opentany po całej ulicy i krzyczy: Mam brata, mam brata! Hurra!!!! Paweł był w tym czasie na Polskiej, gdy bezpośrednio po porodzie mama zadzwoniła do cioci Basi i wujka Tomka, by pochwalić się synem.
Zmęczony pracą, pełen wrażeń ale bardzo radosny zaznaczam w kalendarzu na czerwono datę Twoich urodzin. Żaden z naszych małych jeszcze chłopaków nie wierzy już, że dzieci rodzą się w kapuście lub, że bocian je przynosi (jak choćby ten czarny na kartce z kalendarza, którą Ci wkleiłem na pamiątkę). Daj Boże, by umieli gdy dorosną wyciągnąć z tego faktu budujące nauki. Tej nocy budzę się regularnie co dwie godziny, w odstępach jak do karmienia, począwszy od północy.

czwartek, 18 marca 2010

Talitha kum

Długo wahaliśmy się, w który blog wpisać dzisiejszy list ks. Tymoteusza. O tym że znalazł się u Łukasza zadecydowały ostatecznie jego ostatnie słowa i tym razem nasz czarny jak zwykle do nich komentarz.
Kochani moi!
Jest już czwartek po IV niedzieli Wielkiego Postu.
A dziś to już nie żarty. Będę mówił o wskrzeszeniu umarłych. Byłem przy umierających. Byłem przy śmierci bliskich. Powszednim stał się dla mnie pogrzeb. Co ja bym zrobił , gdybym zobaczył, że umarły wstał?

Bóg jest Dawcą życia. Bóg je daje i zabiera (w przypadku Łukasza też), ale może je przywrócić. Pan Jezus przywracał życie umarłym - wskrzeszał ich. Przytoczę trzy cudy wskrzeszenia.

Pierwszy: wskrzeszenie córki Jaira. Przystąpił do Jezusa jeden z przełożonych synagogi imieniem Jair, upadł mu do nóg i prosił: Panie moja córka właśnie teraz kona. Przyjdź włóż na nią ręce, żeby wyzdrowiała. I poszedł Jezus z nim. Gdy jeszcze to mówił, podeszli ludzie i powiedzieli: Twoja córka już umarła. Po co jeszcze trudzisz Nauczyciela? Nie bój się, tylko wierz! Czemu tak zawodzicie i płaczecie? Przecież dziecko nie umarło, tylko śpi. A oni śmiali się z Niego. Jezus wszedł tam, gdzie dziecko było położone. Ujął je za rękę i powiedział: Talitha kum! Dziewczynko Tobie mówię wstań! Wstała i zaczęła chodzić . A ona miała już dwanaście lat. I polecił jej dać jeść. O Boże! Jakie to wszystko u Ciebie proste .

A drugie wskrzeszenie, to wskrzeszenie chłopca z Nain. Jezus szedł do miasteczka Nain. I kiedy zbliżył się do bramy miasta, wynoszono zmarłego, który był jedynym synem matki, a ta była wdową. Na ten widok Jezus wzruszył się do głębi i powiedział do niej: Nie płacz! Potem dotknąl mar. A ci co nieŚli stanęli. Jezus powiedział: Chłopcze rozkazuję ci wstań i chłopiec wstał i zaczął mówić, a Jezus oddał go matce. Wzruszające!. A dlaczego Pan Jezus się wzruszył? On też był jedynym Synem Matki, którą wszyscy uważali za wdową po Józefie. Takie to wszystko podobne!

Trzecie wskrzeszenie, to wielkie wskrzeszenie Łazarza. To długi opis, streszczam go: Maria zaś upadła do stóp Jezusa i powiedziała: Panie, gdybyś tu był nie umarłby mój brat? Choć zobacz. I Jezus zapłakał . Odsuńcie ten kamień! Panie, on już cuchnie! Przecież czwarty dzień jest w grobie. Jezus się modlił: Ojcze dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał... i zawołał głośno: Łazarzu, wyjdź z grobu! I wyszedł. A Jezus rozkazał: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić.

Wtedy nawet wielu Żydów uwierzyło w Jezusa. A inni postanowili Go zabić.
Jezu, Ty masz ludzkie serce, które umie płakać , umie cierpieć i moje cierpienie, moją radość i moją miłość też zrozumie.
Ja widziałam ludzi płaczących na pogrzebach. Tyle sierot utulałam. Pewno płakałam przy zmarłej mamie. Przecież miała dopiero 24 lata. Płakałam przy odchodzącym synu Łukaszu, a on miał tylko 20 lat. Płakałam pewnie z żału i chyba bez wiary że możesz ich wskrzesić.

Panie tylu ludzi choruje na duszy i na ciele, umiera
, umiera w nich wiara. Dlaczego wszystkich nie uzrowisz i nie wskrzesisz każdego z nich? Wiesz przecież, że nie chodzi mi o mnie samą.
Wystarczy! Wystarczy tych kilku abyście uwierzyli.
A gdy Ja sam zmartwychwstanę, to uwierzycie?

Tak, Panie Jezu wierzę, że Ty, że i Łukasz, i moja mama, i pozostali moi najbliżsi, i wszyscy zmartwychwstaniemy i ja też oczywiście, bo wierzę w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny. Amen!
Ps: kolejną wizytę u neurochirurga mam wyznaczoną na Wielki Poniedziałek.

Pieluchy

Dzisiaj mamy 22 sierpnia 1981 roku. Właśnie skończyłeś 8 miesięcy swojego życia płodowego. Jest to równoznaczne z upoważnieniem dla mamy na zakup 12 sztuk pieluszek z tetry dla Ciebie. Przed dwunastu laty, gdy Paweł był niemowlakiem, też były kłopoty z nabyciem gotowych pieluszek. Wtedy to mama kupiła tetrę z wałka, z metra. I poszyła pieluszki i było po kłopocie. Dzisiaj, co innego! O tetrze z metra - nie ma co marzyć. Przydziałowe, z rozdzielnika 12 szt pieluch na jedno niemowlę, oznacza nic innego jak ręczne pranie, kila razy na dzień. Pieluchy po braciach przez lata zużyły się na szmaty. Ty miałeś dostać "nówki". Dla sprawnego obsłużenia niemowlaka, przy założeniu prania raz na dobę we Frani (to taka pralka wirnikowa - która niekiedy darła pieluchy), potrzeba w okresie jesienno zimowym 40 sztuk pieluch. Pieluchy jednorazówki nie były wtedy jeszcze znane - dopisek po latach. Całe szczęście, że wujek Piciu z ciocią Anią przywieźli nam w prezencie dodatkowe 10 sztuk z zimowych wakacji, które spędzili w Czechosłowacji. Dodatkowe 12 sztuk udało się mamie dostać na drugą kartę zdrowia , wystawioną przez Przychodnię Rejonową w Poznaniu. Tak więc łącznie z zakupionymi na kartę zdrowia wystawioną przez wujka Picia, do którego na wizyty mama regularnie uczęszczała (w karcie wpisał tylko trzy wizyty: 1 kwietnia, 3 czerwca i 12 sierpnia) udało się mamie zdobyć 34 pieluchy z tetry. Reglamentowany zakup pieluch z jednej strony ostemplowywany był pieczątką sklepu na stronie tytułowej karty ciężarnej, a z drugiej strony, każdy sklep sprzedający pieluchy prowadził imienny rejestr matek, którym sprzedano ten towar. A więc całkowita totalna kontrola prowadząca do poniżania społeczeństwa, które rwało się do wolności. Dodatkowo, chodząc z wyraźnym brzuchem po sklepach z materiałami włókienniczymi udało się mamie wychodzić 20 m flaneli , z której uszyła 20 pieluszek i dwa prześcieradełka do łóżeczka.

środa, 17 marca 2010

Modlitwa Rodziny za Ciebie i za JP II po zamachu

Świętogórska Różo Duchowna, która swym wzrokiem wnikasz w tajniki serc, racz wejrzeć na naszą rodzinę. Ty wiesz najlepiej czego nam potrzeba . Matko Boga-Człowieka i Matko nasza wskaż sposób kształtowania życia łaski w rodzinie.
Przyozdabiaj nasz dom cnotami św. Rodziny z Nazaretu Niech będzie szkołą miłości, cierpliwości i męstwa oraz chrześcijańskich zasad życia . Matko św. Rodziny, wspieraj nas w potrzebach duszy i ciała.
Matko Boża Świętogórska - módl się za nami.
Już nie tylko my modlimy się o Twoje zdrowie słowami tej modlitwy rodziny, które znalazły się w "Kronice Łukasza" pod datą 18 maja 1981 roku.
Nadal jesteśmy w szoku po środowym zamachu na Ojca Świętego. Boże zachowaj go przy życiu. Matko Boska Fatimska nadal go ochraniaj , modlimy się my i modli się cała Polska.
Tak jak Ty budzisz się do życia, tak do życia w wolności budzi się solidarnie nasza ojczyzna. Tak jak dziecko, za namową demona, "lekarz" może zabić w łonie matki, tak naród można śmiertelnie ugodzić, likwidując mu duchowego przywódcę, jakim jest dla Polaków niewątpliwie nasz Papież Jan Paweł II. Szatańskie macki posłużyły się Turkiem zamachowcem, ale przyjdzie czas, że świat pozna całą prawdę i dowiemy się oficjalnie: Kto za tym stoi?
Mama zdążyła się już pochwalić Tobą siostrze Janinie z Gostynia od której dostała krótkie słówko. Jako, że liścik dotyczy także Ciebie wkleiłem go, na pamiątkę, do Twojej kroniki.


30 czerwiec 1981: Z dniem dzisiejszym mama kończy pracę w PZU. Praca ta była dla niej dużym wyzwaniem ale i umęczeniem. Jesteś już coraz większy i upominasz się o swoje. Idą wakacje. Robi się coraz cieplej i trudno mamie jeździć na cały dzień do pracy. Chłopacy mają już wakacje i mama chce je spędzić z nimi. Zamiast iść na zwolnienie lekarskie, a potem mieć zapewniony płatny urlop macierzyński i wychowawczy, definitywnie kończy z pracą zarobkową na etacie. Będąc świadoma, że po Twoim urodzeniu zajmie się Tobą, a nie będzie myślała o karierze urzędnika państwowego dała definitywne wymówienie. Zrezygnowała już teraz z dalszej kariery urzędnika państwowego, mimo, że po porodzie obiecano jej dobrze płatny stały etat Z-cy Naczelniczki Wydziału Szkód w Rolnictwie - w Poznańskim Oddziale PZU - dotychczas była p.o.
Paweł idzie do szpitala. Będzie miał robiony przeszczep kości. Mają mu pobrać kość spod kolana i wstawić w obojczyk. Dwa tata temu będąc z Kubą na koloni w Łowiczu odbił sobie w czasie zabaw na sali gimnastycznej kość obojczyka, która zaczęła mu się coraz bardziej psuć, tak że wymaga wymiany - wzmocnienia.

wtorek, 16 marca 2010

Masz IV m-ce - poczułem Twoje ruchy

Jest 19 kwiecień 1981 roku. Dzisiaj obchodzimy radosne święta Wielkanocne. Można powiedzieć, że razem z Tobą. Masz prawie cztery miesiące. Od kilku dni mama odczuwa Twoje ruchy.

Od początku kwietnia wprowadzono w Polsce, po raz pierwszy od zakończenia II Wojny Światowej, system kartkowy. Jesteśmy czwartym krajem na świecie, w którym 36 lat po wojnie obowiązują kartki.

To w czasie wojny Twoja babcia, a moja mama otrzymywała kartki, ale żeby teraz, w środku Europy, w kraju gdzie rolnictwo zdolne jest wykarmić nie 30 milionów a 100 milionów obywateli, sprowadzać takie restrykcje na społeczeństwo. Twojemu dziadkowi i nie tylko, nie chce się to pomieścić w głowie. Z ich wprowadzeniem rząd podobno czekał dwa miesiące, tak się teraz tłumaczy przed społeczeństwem.

Oto zdjęcia naszych pierwszych kartek. Każdy z nas dostał inną. Mama typ "C" dla kobiet w ciąży i karmiących piersią, ja pracowniczą typ "B", Paweł młodzieżową "F", a Kuba dziecięcą "RD".

Ich kupony - poodcinane i zamienione na towar, różniły się ilością i jakością mięsa, a dla dorosłych dodatkowo były papierosy i alkohol. Te ostatnie udawało mi się zwykle zamienić na coś do jedzenia. Na awersie kartki widniał stempel pracodawcy i sklepu mięsnego realizującego przydziały. Za towar należało oczywiście płacić.

Po dwóch dniach:
Jutro kończysz czwarty miesiąc życia. Jesteś taki jak na tym zdjęciu obok, skala 1:1.
Z mamą zrobiliśmy pierwsze zakupy z myślą o Tobie. Są to śpioszki, koszulki i kaftaniki. Mama ma ambicję byś wszystko miał nowe, a nie po starszych braciach lub kuzynach. Teraz, gdy stać nas na takie wydatki okazuje się, że aby coś kupić, to naprawdę potrzeba wielkiego szczęścia. Po prostu sklepy są opustoszałe z towaru.

Po dalszych trzech dniach. Sprawiłeś mi nie lada prezent imieninowy. Mogłem po raz pierwszy poczuć twoje ruchy, kładąc rękę na brzuszku mamy. Co za frajda. Ty figlarzu!

poniedziałek, 15 marca 2010

Jesteś urzędowo!

Mama była dzisiaj to jest 13 marca 1981 roku na wizycie u "wujka Picia". Na początku ciąży z Tobą wyznaczył jej wizyty raz na miesiąc i zapowiedział, że gdy trochę podrośniesz będzie badał mamę i Ciebie raz na dwa tygodnie.
Z zaopatrzeniem rodziny w artykuły spożywcze robi się tragicznie. W sklepach na mieście puste półki: z octem i zapałkami. Gdy się cokolwiek do jedzenia pojawi, natychmiast jest wykupywane. U mnie w pracy, w zakładowej kantynie, można jeszcze to i owo nabyć. Czas stania w kolejce dezorganizuje jednak moją i nie tylko moją pracę, tak że muszę zostawać po godzinach, by się wyrobić z terminową robotą.
Mama dostała z Oddziału Ginekologiczno - Położniczego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego przy ul Lutyckiej specjalne zaświadczenie dla ciężarnej będącej w III miesiącu ciąży.



Z takim zaświadczeniem mamie może udać się kupić coś poza kolejką sklepową, a te wydłużają się z dnia na dzień. By nabyć niektóre towary trzeba się ustawiać nawet poprzedniego dnia w kolejce, zapisywać się na listy, które są odczytywane co kilka godzin przez społeczne komitety kolejkowe i sprawdzana jest obecność. Tworzy się nowy zawód "stacz kolejkowy", to ktoś, kto odpłatnie stoi za drugą osobę w kolejce.

niedziela, 14 marca 2010

Synu, dlaczego się nie cieszysz?

Kochani moi!
Na dzisiejszą IV niedzielę Wielkiego Postu ks. Tymoteusz dał mi niezwykle trudny tekst do przemyśleń. W pierwszej chwili wydawało mi się, że wystarczy go tylko przepisać, ale potem ... Posłuchajmy co ma nam do powiedzenia ks. Tymoteusz kolorową czcionką a ja czarną.

Już czwarta niedziela Wielkiego Postu, to nasze półpoście, zapusty. Dziś kapłan sprawujący niedzielną Eucharystię może ubrać się we fiolety albo w różowy ornat. A kolor ten oznacza nieśmiałą radość , bo to już blisko Wielkanoc. Raduj się Kościele Święty, zbierzcie się wszyscy, którzy Go kochacie. Cieszcie się wy , którzy byliście smutni. Weselcie się i nasycajcie radością u źródła waszej pociechy.

Byłoby wszystko pięknie w tę różową niedzielę, gdyby nie ta ewangelia o synu marnotrawnym, bo ona czyni mi niepokój i targa sumieniem. Słucham i wiem, że to przecież o mnie chodzi. Ojciec dał mi połowę majątku. Myślałem że sobie poradzę. Było mi dobrze. Miałem kolegów, schlebiali mi. Byłem rozrzutny , lekkomyślny. I to wszystko przeciekło mi przez palce. I przyszła bieda, bezrobocie szukałem pracy. Nawet zgodziłem się paść świnie, ale nie dali mi jeść nawet tego co jedzą świnie. Wrócę do ojca - pomyślałem. Tam jest tylu ludzi co pracują i zarabiają. Ja nie chcę pensji, będę pracował tylko za chleb, nie chcę pieniędzy. Wróciłem biedny, brudny , obdarty i bosy. A ojczysko stał i czekał. Nic do mnie nie powiedział. Przytulił mnie. Okrył płaszczem, dał mi ojcowe sandały i pierścień i przygotował mi taką ucztę z orkiestrą. Taki jest mój Ojciec - Bóg. Ale ta przypowieść, to nie o mnie, ale o Ojcu, który przebacza i kocha. To jeszcze nie koniec przypowieści, bo gdy o tym teraz piszę, to myślę o tym synu marnotrawnym i lekkomyślnym i złym jak ten syn marnotrawny z przypowieści, a ja jestem ten drugi, pracowity i wierny syn. Tym gorzej dla mnie, bo ten dobry syn zrobił ojcu większą przykrość niż marnotrawny . Tak mu naubliżał: Oto tyle lat ci służę, zawsze byłem ci posłuszny, ale nie dałeś mi kawałka koźlęcia , bym się mógł bawić ze swoimi przyjaciółmi. A co na to ojciec? Dziecko moje ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko co moje, twoim jest. Dlaczego się nie cieszysz, że ten brat , który umarł - znów żyje? Zaginął i odnalazł się. Dlaczego się nie cieszysz? Bo nigdy nie mogę uwierzyć, że Ty się więcej cieszysz z jednego grzesznika, gdy się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych. Zazdrosny jestem i głupi.

Kiedy ja wreszcie zmądrzeję? Ojcze, kiedy ja zrozumiem , że wszystko co Twoje - moim jest?

Ale ta przypowieść to także o mnie, o ojcu który miał trzech synów. Jako że blog jest o Łukaszu zajmę się najmłodszym. Wpłaciłem mu do banku sporą kwotę pieniędzy, odsetek od kapitału starczyło na godziwe stypendium. Myślałem, że sobie poradzi. Gdy dorósł, chciał się koniecznie szybko usamodzielnić. Chciałem mu wykupić mieszkanie - dostał pieniądze. Gdy wziął co jego, poszedł w "długą" z kochanką. Stracił głowę dla niej i wszystkie pieniądze. Starał się jak mógł, by utrzymać ją i jej dziecko. Nie było mu łatwo, wszystko przeciekło mu przez palce, Był rozrzutny i lekkomyślny, całkowicie nie przygotowany do roli męża i ojca. Miał tylko osiemnaście lat. Gdy po wypadku w pracy mama "uratowała mu życie" - szybko postępujące zakażenie, ja przez dwa lata skarżyłem się w sądach z jego pracodawcą o odszkodowanie. Rzuciwszy szkołę nie raz, nie dwa szukał pracy by zarobić na siebie i konkubinę z dzieckiem. Do domu wracał by u ojca coś zarobić. Dostał nie tylko chleb, ale i godziwą zapłatę, nie gorszą od innych pracowników. A ojczysko z matką stali i czekali, aż porzuci swoje grzeszne życie. Koledzy się dziwili, przyjaciele nie mogli zrozumieć co go "napadło"? Po dwóch latach wrócił biedny, w jedynym ubraniu po starszym bracie, z czarną aktówką z papierami i reklamówką z resztkami brudnej bielizny. Nie spisał się jako kochanek potrafiący zapewnić godziwą egzystencję kobiecie. Rozdygotany, znerwicowany po dwóch latach stanął w progu rodzinnego domu. Wrócił, jak ten ewangeliczny, marnotrawny syn z przypowieści, brudny i ze łzami w przekrwionych oczach. Przyjęliśmy go z otwartymi ramionami. Wykąpał się, coś przekąsił, powiedział kilka słów i położywszy się na swoim tapczanie zasnął na 24 godziny.

sobota, 13 marca 2010

Świętujemy Twoje poczęcie - tort

17 luty 1981 rok. Mama była dzisiaj u "wujka" Picia na badaniu. Wynik był z góry do przewidzenia. Po prostu jesteś - tak stwierdził namacalnie fachowiec od porodów (nie znane było wtedy badanie USG - dopisek po latach). Do dzisiaj nie chciała nikomu jeszcze o tym mówić. Od dzisiaj ma już pewność na 100%. Wczoraj skończyłeś osiem tygodni.

Po przyjściu z pracy piekę pierwszy w życiu tort, na Twoje konto. Jak zwykle - w sprawach kulinarnych jestem "Zosia samosia". Zamiast dwóch jajek - jedno, zamiast proszku do pieczenia - amoniak.

Ledwie skończyłem piec spody gdy przyszli pp. Woźni. Są pierwszymi, którym mama się Tobą pochwaliła. Chłopcy nadal nic nie wiedzą. Pytają z jakiej okazji ten tort, ale na razie nic nie mówię.

Wieczorem uroczysta kawa z tortem na twoją cześć. Ustrojony tort wygląda bardzo ładnie. Nawet dla mamy stanowi niespodziankę. Oto jego dekoracja. Na białym tle napis w formie krzyżówki. Litery wypisane kawą. Szablon robiłem dzisiaj w pracy w biurze. Kolegom z pracowni tłumaczę, że powiększa mi się rodzina. Nie chcą wierzyć.

Najbardziej zaskoczeni są Twoi bracia. Miny dziewięcio i dwunastolatka zdziwione, ale zszokowani niespodzianką, nie zadają pytań, bo jak tu rozmawiać o Kimś kogo jeszcze nie ma. Dla nas jest to doskonała okazja, by porozmawiać z nimi o rodzeniu dzieci. Dajemy im lekturę "Naszym dzieciom o życiu". Zaciekawieni tematyką rozrodczą pierwszy raz przeczytali ją wspólnie. Młodszy Kuba widać nie wszystko zrozumiał, bo od razu broszurkę przeczytał jeszcze raz samodzielnie.

Następnego dnia z resztą tortu zjawiłem się w pracy. Gdy kumplom powiedziałem, że masz dopiero osiem tygodni, przyjęli to z niedowierzaniem, ale tort z resztką napisu zjedli chwaląc cukiernika. Na dwunastkę współpracowników, wiekiem rówieśników i kilka lat młodszych, byłem jedynym, który mógł się pochwalić że będzie miał trójkę dzieci. W owym czasie za rodzinę wielodzietną uważano rodzinę z czwórką dzieci ( przed wojną z szóstką).

Ps . Przyjacielowi zwanemu "wujek Piciu" po dziewięciu miesiącach od urodzin Łukasza rodzi się długo wyczekiwana córka, której rodzice dali imię KASIA, a mnie poprosili, bym był jej ojcem chrzestnym. Towarzyszyłem Kasi w jej drodze życiowej aż do ślubu, który opisałem w POJEDNANIU
http://zapiskijerzego.blogspot.com/2009/08/trzy-pokolenia-wprowadzenie.html
http://zapiskijerzego.blogspot.com/2009/09/wesele-kasi-2930-sierpien-2009.html

W oczekiwaniu na "ręczny" USG

Niedziela 15 luty 1981 rok.
Jesteśmy z mamą po weselu. Byliśmy u pp. Soboniaków (byłych naszych lokatorów - miłość Kuby, wdzięczni za to, że zgodziliśmy się starszemu małżeństwu z dorastającą córką wynająć na dwa lata jeden z piwnicznych pokoi, zaprosili nas w dowód wdzięczności na wesele córki).

Mama nie czuje się za dobrze. Jest przeziębiona, kaszle i ma duży katar. Boję się, że może to Tobie zaszkodzić. W ciągu ubiegłego tygodnia miała chwile zawrotów głowy i słabości. Pewnie to Ty dajesz już znać o sobie, choć jesteś bardzo maleńki. Masz zaledwie 8 tygodni, mierzysz dopiero 2 cm długości i masz z grubsza zarysowaną główkę i rączki. Chciałem o Tobie opowiedzieć braciom Twoim, ale mama stwierdziła, że muszę poczekać do wtorku.

Na wtorek umówiona jest z wujkiem Piciem. Od wyniku badania (z góry przesądzonego przecież) mama uzależnia podanie informacji o Tobie do publicznej wiadomości. Niech już tak będzie. Na środę zamówiłem z tej okazji tort orzechowy, by uroczyście poinformować rodzeństwo o Tobie.

Jeśli cię ciekawi, to ze spraw ogólnych mama podpisała na 3 miesiące umowę o pracę w PZU. Od poprzedniego tygodnia zmienił się nam rząd w Polsce. Sytuacja w kraju jest bardzo skomplikowana i nie wiadomo, co to będzie dalej?

piątek, 12 marca 2010

Ojciec tylko po narodzinach


Z "Kroniki Łukasza" - zapis z 2 lutego 1981

Od początku lutego mama znowu podjęła pracę w PZU. Tym razem już w biurze, ale tylko na 3/4 etatu. Do pracy nie chce jednak jeździć samochodem, bo nie chce się niepotrzebnie denerwować.

Obyś nie był takim nerwusem, jak Twoi bracia, którzy w analogicznym okresie mieli - jak to się określa - niełatwe dzieciństwo (wspólne mieszkanie i budowa domu na głowie mamy) . Czy Twoi bracia i pozostała rodzina już wiedzą o Tobie? Muszę ci powiedzieć, że jeszcze nie. Ja chciałem o Tobie rozpowiedzieć rodzinie, jednak mama mnie hamuje gdyż uważa, że jest jeszcze za wcześnie.

Jedynie "wujek" Piciu wie już od połowy stycznia o Tobie. Krótka - noworoczna informacja o Tobie, zagnieżdżonym w jajowodzie, przekazana mu przez mamę nie dotarła do jego ginekologicznej świadomości. Sceptyk, mówi, że nie mamy się jeszcze z czego cieszyć, bo jeszcze naukowo nic nie wiadomo. Uważa, że dopiero jak on zbada mamę, to będzie pewne, że rodzi się nowe życie. My jednak wiemy, że jesteś i żadne badanie tego faktu nie może zmienić.

Kilka dni temu twój starszy brat Paweł (lat 12) w obecności pozostałych członków rodziny poruszył temat trzeciego dziecka w naszym domu. Tłumaczył Kubie (lat 9), że nie ma być takim pewnym, że jest najmłodszym. Ja siedzę cicho, a mama udaje, że nic nie słyszy. Nie daliśmy się wciągnąć w dyskusję na Twój temat, przemilczając fakt, że już wiemy o Tobie. To nie to, że się Ciebie wstydzimy! O nie! Mama uważa, że jeszcze za wcześnie o Tobie rozpowiadać. Dopuszcza, że może się Tobie zdarzyć jakieś nieszczęście. I co wtedy? Ja jestem dobrej myśli i uważam, że nie ma co zwlekać. Niech się i inni cieszą, naszą radością, tym że przyjdziesz niebawem na świat.

Tyle zapis z 15 lutego 1981 roku. A teraz coś z ostatniej chwili. Dzisiejsza Rzeczpospolita z 12 marca 2010 w artykule Izabeli Kacprzak "Ojciec tylko po narodzinach" opisuje historię Marka M, który podejrzewał, że żona usunęła ciążę. Okazało się, że do dziecka nie ma żadnych praw. Poniższe cytuję za Rzeczpospolitą:
Chciałem, żeby dziecko się urodziło, nie godziłem się by je zabić... Żona poinformowała go, że jest w ciąży. Pokazała testy ciążowe. Kilka dni później wykrzyczała, że nigdy w ciąży nie była. Ustalił, że była u dwóch ginekologów. Podejrzewał, że pomogli jej w aborcji. Jako ojciec nie godził się na zabieg i 3 listopada 2008 powiadomił prokuraturę, która śledztwo po 3 tyg umorzyła. Zażalił się do sądu, który orzekł, że śledztwo należy powtórzyć.
W podjętym śledztwie stracił prawa strony. Dlaczego? Prokurator powołał się na uchwałę Sądu Najwyższego z marca 2009 zgodnie z którą "żadne przysługujące mu dobro nie zostało naruszone ani bezpośrednio zagrożone przestępstwem". Taka wykładnia zamknęła mu drogę do ukarania winnych śmierci nienarodzonego dziecka. W śledztwie o zabicie swojego dziecka okazał się nikim. Sąd przyznał rację prokuratorowi i pod koniec czerwca sprawę umorzył. Na tę decyzję ojciec nie mógł się zażalić . Umorzenie stało się prawomocne.
Sprawę pozostawiam bez komentarza. Może ktoś z Państwa coś napisze w tej sprawie.

czwartek, 11 marca 2010

Nie każda historia kończy się happy endem

I ta historia Łukasza, jak wiemy nie skończy się happy endem.
Śmierć to narodziny dla nieba - tak można spokojnie powiedzieć w stosunku do dzisiejszej śmierci Ojca Joachima, który wczoraj wieczorem podobno powiedział: " w nocy będą zaślubiny z Chrystusem". Z podobnym spokojem mogę powiedzieć o śmierci mojego rodzonego ojca Ludwika, a ulubionego dziadka Łukasza, którego Pan powołał do siebie dokładnie przed 27 laty.
Z tej okazji w książce "... żywot wieczny Amen. O tym co czeka nas po śmierci " w rozmowach Aliny Petrowej - Wasilewicz z ojcem Joachimem Badenim w zakończeniu rozdziału: "Nie każda historia kończy się happy endem" znalazłem takie słowa idealnie pasujące do patrona roku kapłańskiego oraz tego blogu:
Mówi pani Alina: Do św. Jana Vianneya, proboszcza z Ars, przyszła kiedyś strapiona wdowa po oficerze, który popełnił samobójstwo. Bardzo niepokoiła się o zbawienie męża . Święty proboszcz powiedział jej, żeby się nie martwiła, gdyż w ostatniej chwili jej mąż pożałował tego co zrobił. Ten żal był łaską wyproszoną przez Matkę Bożą, gdyż kiedyś małżonkowie odmówili wspólnie dziesiątek różańca. Na te słowa, można powiedzieć na nasze słowa, ojciec Joachim odpowiedział:
I to jest najważniejsze: przyjęcie miłosierdzia. Odrzucenie miłosierdzia jest prawdziwą śmiercią.
Oboje z Ewą wierzymy, że nasz Łukasz przed samobójczą śmiercią dostąpił Bożego Miłosierdzia.
Skąd ta wiara w Opatrzność Bożą? Choćby z tego co staram się opisać na łamach tego blogu.
Posłuchajmy wobec tego co napisałem w kolejnym wpisie w Kronice Łukasza pod datą 31 stycznia 1981 roku (dwa dni po poprzednim wpisie - patrz post: Kim będzie to dziecię?).

Po odwiedzeniu znajomych sióstr w klauzurowym klasztorze w Św. Annie i znajomych w Rybniku odbieramy Twoich starszych braci z zimowiska w Polskiej Cerekwi , w opolskim. Logika i pierwotne plany zakładały od razu powrót do Baranowa. Ze względu na Ciebie zmieniamy jednak zdanie. (to wszystko są oryginalne słowa zapisane przed laty). W najbliższym czasie nie będzie bowiem tak łatwo wyrwać się całą rodziną do Częstochowy, aby pokłonić się w komplecie Jasnogórskiej Pani. Zmieniamy z mamą trasę powrotu i wracamy do Baranowa przez Częstochowę.

środa, 10 marca 2010

Kim będzie to dziecię?

Taki tytuł nosi dzisiejszy list ks. Tymoteusza na środę po trzeciej niedzieli Wielkiego Postu. Jakże wymowny tytuł pasujący do kolejnego drugiego wpisu jaki zrobiłem 29 stycznia 1981 roku w Kronice Łukasza:
Od wczoraj jesteśmy z mamą w Częstochowie. Wyjechaliśmy wczoraj z Baranowa z zamiarem odebrania Twoich braci z zimowiska, które kończy się ostatniego stycznia. Podróż na południe Polski do Częstochowy, Św. Anny i Rybnika planowaliśmy już od września.
Pierwsze kroki kierujemy przed cudowny obraz. Dziękuję Matce Najświętszej za łaski jakie otrzymaliśmy za jej pośrednictwem na przestrzeni ostatnich kilku lat. Modlę się za Twoją mamę, Twoich obu braci, ale i o Tobie nie zapomniałem - masz co prawda tylko 6 tygodni, ale myślimy oboje z mamą także o Tobie.
Przy wyjściu z klasztoru wymalowane są postacie dwunastu apostołów. Zatrzymujemy się z mamą przed nimi i wybieramy imię dla Ciebie. Nawet nam przez myśl nie przeszło byś mógł mieć inne imię niż jednego z nich. Mamie podoba się Łukasz lub Marek, ja biorę pod uwagę Filipa. Śmieszne prawda, rzadko teraz używane, ale co z tego. Nie przesądzając sprawy, opuszczamy jasnogórski klasztor.
A co będzie gdy będziesz dziewczynką pytam? To niemożliwe stwierdza mama, dostępna literatura i dokładna obserwacja śluzu wykluczają taką możliwość, dlatego nie ma sensu szukać żeńskiego imienia, kończy rozmowę mama.
Tyle zapis z 29 stycznia 1981
Wrócę do dzisiejszego poranka. Radio z czytanym listem ks. Tymoteusza włączyłem na słowa:
Tak wiele momentów w tym zamyśleniu jest podobnych do wydarzeń z mego życia. Jedno mi się nie zgadza. Jan powiedział: Teraz On będzie wzrastał, ja będę się umniejszał. U mnie jest odwrotnie (a u Ciebie?), a poza tym ja rządzącym się nie narażam , bo są mściwi.
Jerzy, boisz się tych , co zabijają ciało? Więc bądź politycznie poprawnym. Urządzisz się, daleko zajdziesz.
Głupcze jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy!
To co mam czynić?
A ja będę chrzcił w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego i będę pytał: Kim będzie to dziecię?
Może będzie prorokiem?

niedziela, 7 marca 2010

Poczęcie

Dzisiaj mamy 7 marca 2010 roku. Równo osiem lat temu złożyliśmy ciało naszego 20 letniego syna do grobu. Od tego czasu co roku jego chrzestna ciocia Marysia wespół z kuzynem Jackiem zamawiają w jego intencji Mszę św. I dzisiejszej niedzieli było podobnie. We Mszy św. po Gorzkich Żalach uczestniczyła cała Gwiaździsta. Ale nie o dniu dzisiejszym chcę pisać. Nie chcę na razie też pisać o wydarzeniach sprzed 8 laty. Dzisiaj opiszę wydarzenia sprzed 30 laty a konkretnie z 22 grudnia 1980 roku. Będzie to przepisany prawie dosłownie pierwszy mój wpis do tzw. Kroniki Łukasza. Nosi on datę 8 luty 1981 rok. Posłuchajmy:

Postanowiłem dzisiaj, że będę dla Ciebie prowadził coś w rodzaju kroniki Twojego życia. Jeszcze nie wiem jak jak ona będzie wyglądać. Chciałbym by stanowiła dokument jak my to znaczy Twoi rodzice i Twoi bracia przeżywaliśmy Twoje przyjście na świat, a potem dalsze koleje Twojego życia. Jak długo wytrwam w postanowieniu, nie wiem? Zobaczymy!

Od kiedy wiem że będziesz? Mnie to trudno powiedzieć, ale wg. relacji mamy datę i godzinę Twojego poczęcia znamy dokładnie.
22 grudnia 1980 roku we wczesnych godzinach rannych gdzieś około 6:30-7:00 rano. Wtedy to, kiedy mój plemnik połączył się z jajeczkiem mamy, mama szeptnęła mi z zażenowaniem, że na pewno z tego stosunku Ty przyjdziesz na świat.
Czy się wówczas ucieszyłem z tej wiadomości? Szczerze muszę Ci się przyznać, że nie. A to z kilku powodów, które chciałbym byś poznał.
Po pierwsze: zostałeś poczęty w nietypowy jak dla naszej rodziny sposób i do tego w nietypowym okresie. Twoi dwaj starsi bracia zostali poczęci w Sokolu Kuźnicy, na łonie natury. Ty natomiast w naszym małżeńskim łożu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Poczęcie braci zawsze miało miejsce w sierpniu, w czasie wakacji i z takim wyliczeniem, aby bracia urodzili się w maju, po to by od początku mogli jeść świeże jarzynki z naszego ogrodu. Dodatkowo mamie łatwiej było chodzić z nimi w stanie błogosławionym przez okres zimowy, a z Tobą przyjdzie jej chodzić przez całe lato. To mnie trochę martwi, bo nakładają się to na komplikacje ze zdrowiem mamy. W 1978 i w 1980 roku przeszła dwie operacje usunięciach guzów piersi. Musisz wiedzieć jedno, że dla mnie najważniejszą osobą w naszej rodzinie jest mama i dlatego nie dziw się, że do Twojego poczęcia podszedłem w pierwszej chwili sceptycznie.
Po drugie, w moich planach sprzed 15 laty (sprzed ślubu z mamą) byłeś umieszczony w harmonogramie naszej rodziny na lata 1975-1976. Niestety Twój czas minął, a Ciebie jak nie było tak nie było. Mama planował czwórkę chłopaków, więc być może nie jesteś jeszcze najmłodszy.
Ostatnie lata były dla naszej rodziny ciężkie. Mama podupadła na zdrowiu, wykończona budową domu i brakiem czasu dla siebie. Niewesoła sytuacja polityczno-gospodarcza ostatniego 5 lecia, zmierzająca wyraźnie ku upadkowi komuny nie stwarzała dobrego klimatu dla Twojego poczęcia.
Czerwiec 1980 roku spędzony całą rodziną na Pojezierzu Suwalsko - Augustowskim i w Białostockim skonsolidował całą rodzinę i sprawił, że mama pierwsza powróciła do planów powiększenia rodziny. Od 10 czerwca raz po raz rozmawialiśmy o Tobie. Były to nieśmiałe napomykania mamy, że mógłbyś się już urodzić, takie urabianie klimatu. Wcześniej to ja napierałem na mamę, teraz role się odwróciły i mama zaczęła poważnie myśleć o Tobie.
Lipiec i sierpień przeszedł mamie na długich dwutygodniowych delegacjach. Poczęcie Ciebie w niedzielnej przerwie, kiedy mama szacująca od rana do wieczora szkody powodziowe pojawiała się w domu nie wchodziło w rachubę. Praca mamy przeciągnęła się jeszcze na październik 1980 roku. Listopad i pierwsza połowa grudnia to jedne wielkie nerwy z nowym guzem, który pojawił się w piersi mamy. Wujek Piciu stwierdził, że to sprawa hormonalna i przepisał w końcu mamie lekarstwo na "rozpędzenie" paskudztwa. Po strajkach sierpniowych - pierwszych nie rozpędzonych przez rząd krwawo, święta Bożego Narodzenia zapowiadają się ubogo, ale spokojnie i rodzinnie. Na dzień 22 i 23 grudnia biorę w pracy urlop. Do tego dochodzi odpracowana wigilia 24 i wolna sobota 27.12. Daje to tydzień wolnego dla rodziny. Twoi bracia także mają ten tydzień wolny - nie muszą iść do szkoły. A więc będziemy całą rodziną dla siebie. Świąteczny nastrój niedzieli 21 grudnia udzielił się wszystkim domownikom. Mama pisała kartki świąteczne do znajomych i rodziny a ja porządkowałem i szykowałem do oprawy kolejne roczniki Tygodnika Powszechnego.
Tak więc, poniedziałkowy ranek 22 grudnia był czasem Twego poczęcia. Bracia Twoi spali tego ranka dłużej niż zwykle nie musząc się spieszyć do szkoły (z Baranowa do Przeźmierowa do szkoły nie jeździł wtedy tak jak dzisiaj autobus szkolny i 2 km odcinek musieli pokonywać pieszo, odprowadzani byli przez mamę tylko przez pierwsze dwa tygodnie, w pierwszej klasie - dopisek po latach) My zaś Twoi rodzice obudziliśmy się przed 6 rano. Śniadanie , które tego dnia zjedliśmy cała rodziną było pierwszym posiłkiem w którym pośrednio brałeś udział zagnieżdżony w maminym jajowodzie. Nie będę Ci szczegółowo opisywał tych chwil spędzonych tego ranka z mamą.
(Kolejny fragment zapisów jest bardzo intymny i odnoszący się do przeżyć natury religijnej - opuszczam go pisząc na blogu. Powiem tylko, że syn począł się w klimacie Świąt Bożego Narodzenia) .
Od mamy wiem, że Twoje poczęcie miało miejsce w dziesiątym dniu cyklu. Poprzedniego dnia wieczorem mama mówiła mi o śluzie, który świadczył o mającym nastąpić niebawem jajeczkowaniu. Nie możesz więc powiedzieć, że nie wiedziałem co czynię. Gdybym nie chciał Twego poczęcia zszedłbym rano do kotłowi już ubrany, tak jak to normalnie zawsze czynię, a nie w pidżamie by po napaleniu w piecu wkulnąć się do mamy. A gdy się to stało mama pierwsza od razu oświadczyła mi, że będziemy mieli trzeciego syna, albo dwójkę jednojajowych chłopaków. (mama dokładnie obserwując swój organizm potrafiła określić występującą niekiedy dwójajowość w swoich cyklach - dopisek po latach).

sobota, 6 marca 2010

Synu, cóżeś Ty nam narobił?

Dzisiejszy list z pierwszej soboty m-ca marca ks. Tymoteusza pasuje jak ulał do blogu "Łukasza"
Posłuchajmy. Moje dopiski na czarno, tekst w kolorze to ks. Tymoteusz.
Kochani moi!
Pytasz mnie czy Matka Boska naprawdę miała zawał serca, gdy Pan Jezus dwunastoletni zagubił się w świątyni?
Nie wiem, czy miała zawał serca, lekarze tego nie stwierdzili, ale wiem na pewno, że bolało ją serce. Przeczytajmy spokojnie Łukaszowy opis tego wydarzenia kończący się słowami:
Siedział między rabinami. Słuchał ich i zadawał im pytania. Wszyscy którzy Go słuchali, byli zdziwieni Jego rozsądkiem i odpowiedziami. Zobaczywszy Go, Matka zawołała: Synu cóżeś Ty nam uczynił? Ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie.

No więc już wiem. Może to nie był zawał, może stan przedzawałowy, ale serce bolało.
Tak przecież było w domu, w dzieciństwie, u każdego z nas. Gdzieś ty był tak długo? Dlaczego nie powiedziałeś, dokąd idziesz. Były gorsze rzeczy. Musiał ingerować tata.
I przepędzić skutecznie rozum z dołu do góry, i pomogło.

Mój Boże!
Dzisiaj wspominam to wszystko i serce skowyczy, i rozmawiam z nimi w pamięci: Mamo, dlaczego płakałaś? Tak mało Ci mówiłem - dziękuję! Tato dlaczego się złościłeś? Przecież Was kocham.

Nieprawda! Za mało Was kochałem, tak rzadko Wam dziękowałem. Ale to moja spowiedź w zamyśleniach wielkopostnych.

Znam rodziców, którzy naprawdę cierpią, płaczą, przypłacają zdrowiem. Czyż nie zrobiliśmy wszystko. Uczyliśmy, był ministrantem, lektorem, harcerzem, chodziliśmy wspólnie na piesze pielgrzymki do Częstochowy, modliliśmy się razem, miał być kapłanem. I zdziczał . Uciekł z domu. Przestał się uczyć, nie skończył średniej szkoły, poszedł w długą za jakąś dużo od siebie starszą rozwódką z dzieckiem, a gdy skończyły się pieniądze i gdy nie potrafił zapewnić bytu konkubinie, został po dwóch latach, jak śmieć wyrzucony na bruk. Sekcja zwłok po samobójstwie nie wykazała śladów narkotyków i alkoholu w jego organiźmie, wykazała za to zmiany w mózgu. Jutro mija 8 lat od jego pogrzebu.

Serce pęka, proszę księdza. Mamo nie pęknie. Matka wszystko przetrzyma. Módl się mamo.
Irenko i Jurku, Czcigodni i Kochani. Jesteście bardzo kochani. Podziwiam Was.
Irenko, bądź tylko zdrowa. Przytulam Was mocno.
Ja też się z Wami modlę. Znajdziecie go w Kościele, bo nasz Kościół, to Kościół żywych i umarłych.

Chcesz posłuchać na żywo tych słów, włącz dzisiaj radio o 12:25.

wtorek, 2 marca 2010

Osłupienie

" Podczas tej rozmowy nagle staje zegar w kuchni, choć mama regularnie go nastawia . On jest przy nas, ja w to naprawdę wierzę... może właśnie w takiej podbramkowej sytuacji – nagle zdarzy się coś , co wprawi Cię w osłupienie ... " to cytat sprzed tygodnia z jednego z forum internetowych.
Takie osłupienie przeżyłem wczoraj, gdy po napisaniu pierwszego postu zatwierdziłem go i opublikowałem na blogu. Wszystko się zgadzało z wyjątkiem godziny. Komputerowy zegar wskazywał prawidłową wieczorną godzinę. Z doświadczenia wiem, że przypisaniu na blogu post dostaje " z urzędu" godzinę zapisania przez system pierwszej wersji roboczej pisanego tekstu. W moim przypadku winna to być godzina 20:00 plus, minus 10 min., kiedy to po powrocie z kościoła zabrałem się do pisania.
Widocznie czas się zatrzymał.
I to zatrzymał na przypuszczalnej godzinie zejścia z tego świata Łukasza.
Dlaczego? - myślałem o tym już wczoraj przed zaśnięciem i przy każdym przebudzeniu się w nocy, myślę o tym od samego dzisiejszego ranka.
Nie umiem sobie tego wytłumaczyć.
Może dlatego, że my rodzice nie pamiętaliśmy o tej porze by go wspomnieć?
Zaprzątnięty kserowaniem u Kuby dokumentacji chorobowej wypożyczonej od Pani dr neurolog nie wspomniałem o Łukaszu. Nie mogłem też wejść o tej godzinie ani ja, ani Ewa na komputer, by zapisać w blogu "Łukasz" pusty ekran, a tylko takie działanie tłumaczyłoby racjonalnie godzinę 10:41 tego postu widoczną przy moim imieniu.
Wczorajsza gwałtowna wichura (siejąca ogromne szkody w Zachodniej Europie) ustała, podobnie jak gwałtownie ustał padający śnieg z deszczem i wiatr odwracający parasole na drugą stronę w czasie pogrzebu Łukasza, z momentem złożenia jego ciała w grobie. Ukazało się wtedy oczom zebranym wokół mogiły, a było ich wtedy około 150 osób, piękne słońce. Dziwiliśmy się wtedy z tego zjawiska. Ciekawy też jestem jaka godzina wyskoczy gdy zatwierdzę ten post a mam 8:40 rano na zegarze komputera.
Sprawa okazała się banalnie prosta. Moje posty wpisywane na blog dostają czas o 11 godzin wcześniejszy. Niestety, nie potrafię tego skorygować.